Przypuśćmy, miłość, co iskrą z was błyska,
Że z konieczności wynika ogniska,
Lecz w was jest władza, co ją, gdzie chce, kłoni.
Szlachetny przymiot, który Beatryce
Zwie wolną wolą; jej ci tajemnicę
Ona rozwiąże, z tobą mówiąc o niej».
Księżyc jak w północ, wznosząc się powoli,
Coraz nam rzadsze pokazywał gwiazdy,
Idąc przez obłok to ciemny, to biały,
Jak pieczęć w ogniu czerwienił się cały.