Tak sytych stołów zatyli rozkoszą,
Że ich pachołki z siedzenia podnoszą;
Gdy na koń siędą nie o swojej sile,
Koń stąpa cały zakryty purpurą,
Jakby z nim człowiek szedł pod jedną skórą;
O cierpliwości, co pobłażasz tyle!»
Na te jej słowa liczne światła boże
Do niej ze szczebli na szczeble zbiegały,
Iskrząc się piękniej za każdym obrotem;
A stając przy niej taki krzyk wydały,