Aż trząsł gwałtownie obiema stopami.
Jam się podobał mojemu wodzowi,
Który, pamiętam, zawsze rad mnie słuchał,
Gdy duch mój w słowach szczerością wybuchał.
I objął, wziął mnie na ręce po prostu,
I szedł, jak zstąpił, drożyną tą samą,
Do piersi mojej tulił się piersiami,
Aż wyszedł ze mną na arkadę mostu,
Gdzie czwarta z piątą połączą się tamą.
Słodki swój ciężar tam powoli złożył