przewrócić. W takim miejscu
upadek nie jest czymś
niezwykłym: upadasz, wstajesz,
otrzepujesz spodnie i wychodzisz
z kieszeniami pełnymi
wierszy Johna Berrymana,
które wyprułeś żyletką
z oniemiałego miesięcznika, albo
tak jak ja, z „New Yorkerem”
pod swetrem, bo nie miałem