niezwykłym: upadasz, wstajesz,

otrzepujesz spodnie i wychodzisz

z kieszeniami pełnymi

wierszy Johna Berrymana,

które wyprułeś żyletką

z oniemiałego miesięcznika, albo

tak jak ja, z „New Yorkerem”

pod swetrem, bo nie miałem

żyletki, a w środku był wiersz

Yellow Flowers Jamesa Schuylera.