Tym niemniej podróżował ze swoim służącym, w swoim eleganckim aucie — pokurcz dubliński.

Było w nim coś, co się Connie podobało. Nie dodawał sobie fasonu; nie posiadał co do siebie złudzeń. Rozmawiał z Cliffordem rozsądnie, krótko, praktycznie o wszystkim, co Clifford chciał wiedzieć. Nie rozpierał się i nie lekceważył siebie. Wiedział, że został zaproszony do Wragby, aby być wykorzystany, i niby stary, szczwany, niemal zobojętniały człowiek interesu, albo jak wielki człowiek interesu, pozwalał się wypytywać i odpowiadał z możliwie najmniejszym nakładem uczucia.

— Pieniądz! — rzekł. — Pieniądz to rodzaj instynktu. Zbijanie pieniędzy to pewnego rodzaju usposobienie człowieka. To nie jakaś czynność. To nie trick, który się wykonuje. Jest to niejako nieustanny przypadek własnej natury człowieka; kiedy się raz zaczyna, zarabia się pieniądze, i to już trwa; do pewnego punktu, jak sądzę.

— Ale trzeba właśnie zacząć — odpowiedział Clifford.

— O, oczywiście! Trzeba w to wejść. Nie można nic zrobić, gdy się jest trzymanym z daleka. Trzeba sobie wywalczyć wstęp. Kiedy się to zrobiło, reszta robi się sama.

— A czy pan potrafiłby zarabiać pieniądze inaczej niż przez sztuki teatralne? — zapytał Clifford.

— O, prawdopodobnie nie! Mogę być dobrym lub złym pisarzem, ale jestem pisarzem, a w szczególności dramatopisarzem, i muszę nim być. To nie ulega kwestii.

— I sądzi pan, że musi pan być pisarzem popularnych sztuk? — zapytała Connie.

— Tak, bezwarunkowo! — odpowiedział Michaelis, zwracając ku niej nagłe spojrzenie. — Nic w tym nie ma. Nic nie ma w popularności, i jeżeli o to idzie, nic nie ma w publiczności. Naprawdę nie ma w moich sztukach nic, coby je czyniło popularnymi. To nie o to idzie. Są one, podobnie jak pogoda... takie, jakimi być powinny... przynajmniej w danej chwili.

Skierował na Connie swoje leniwe, bardzo okrągłe oczy, które zatonęły w takim braku złudzeń, a ona zadrżała z lekka. Wydawał się tak stary... tak nieskończenie stary, wzrosły na pokładach deziluzji, sięgającej w nim na głębokość wielu pokoleń, niby warstwa geologiczna; a zarazem był bezbronny jak dziecko. W pewnym stopniu nawet napiętnowany, ale obdarzony rozpaczliwą odwagą swojej szczurzej egzystencji.