— Nie! Nie! Byłam w Marehay.

Spojrzał na nią badawczo, z zaciekawieniem, a ona w poczuciu winy spuściła głowę.

— A teraz chciała pani pójść do szałasu? — zapytał prawie surowo.

— Nie! Teraz nie mogę. Zasiedziałam się w Marehay. Nikt nie wie, gdzie jestem. Spóźniłam się. Muszę się śpieszyć.

— Może żeby puścić mnie kantem? — rzekł Mellors z lekkim, ironicznym uśmiechem.

— Nie! Nie! To nie. Tylko...

— Tak, więc co? — zapytał Mellors, podchodząc do niej i otaczając ją ramieniem. Czuła jego ciało przeraźliwie blisko i żywo.

— O, nie teraz, nie teraz! — zawołała, usiłując go odepchnąć.

— Dlaczego nie? Jest dopiero szósta. Masz jeszcze pół godziny czasu.

— Nie! Nie! Nie chcę!