Connie nigdy nie mogła zrozumieć go naprawdę, ale kochała go na swój sposób i przez cały ten czas czuła w sobie odblask jego beznadziejności. Ale w beznadziejności nie mogła kochać zupełnie, zupełnie. Zaś on, który był beznadziejny, nigdy w ogóle nie mógł kochać zupełnie.

Taki był ich stosunek przez pewien czas, wymieniali listy i spotykali się niekiedy w Londynie. Connie ciągle jeszcze pragnęła owej fizycznej, seksualnej emocji, jakiej doznawała z nim przez swoją własną aktywność, gdy tylko jego mały orgazm przemijał. A on ciągle jeszcze pragnął jej tę emocję dawać. Wystarczało to, aby utrzymać ich stosunek.

I wystarczało także, aby nadać jej ledwo dostrzegalnego nalotu pewności siebie, czegoś ślepego i nieco aroganckiego. Było to mechaniczne niemal zaufanie do własnych sił, idące ręka w rękę z wielką, radosną ufnością.

Bardzo ufna była we Wragby i korzystała z całej swojej zbudzonej żądzy życia i zaspokojenia, aby pobudzić Clifforda, tak że w tym czasie napisał najlepsze swoje dzieła i w dziwny, ślepy sposób czuł się niemal szczęśliwy. On to zbierał w istocie owoce jej zmysłowego zaspokojenia, zaspokojenia, jakie osiągała dzięki męskiej, sztywnej pasywności Michaelisa. Ale tego oczywiście nie wiedział, a gdyby wiedział, nie podziękowałby za to!

Ale gdy przeminęły dni jej wielkiej, radosnej ufności i podniecenia, gdy przeminęły zupełnie, a Connie była przygnębiona i podrażniona, jakże bardzo tęsknił znowu Clifford za nimi! Może, gdyby o tym wiedział, pragnąłby, aby Connie i Michaelis zeszli się znowu.

Rozdział czwarty

Connie miała stale uczucie, że jej afera z Mickiem, jak go nazywano, jest beznadziejna. A jednak inni mężczyźni nic dla niej nie znaczyli. Była oddana Cliffordowi. Potrzebował sporej części jej życia, a Connie dawała mu ją. Ale ona potrzebowała sporej części życia mężczyzny, a tego jej Clifford nie dawał, nie mógł dawać. Od czasu do czasu nadchodziły okresy Michaelisowskie. Ale Connie przeczuwała, że skończą się one rychło. Mick nie potrafił po prostu w niczym wytrwać przez czas dłuższy. Było to cechą jego prawdziwego charakteru, że musiał zrywać wszelki stosunek i stawać się znowu odosobnionym, osamotnionym, zbłąkanym psem. Była to w nim wyższa konieczność, aczkolwiek twierdził zawsze: ona dała mi kosza!

Powiada się, że świat pełen jest możliwości, ale w osobistych przeżyciach większości ludzi możliwości te ograniczają się do dość małej liczby. Mnóstwo dobrych ryb jest w morzu... zapewne... ale największe masy to makrele i śledzie, a jeżeli sam nie jesteś makrelą lub śledziem, niewiele znajdziesz dobrych ryb w morzu.

Clifford począł zdobywać sławę, a nawet pieniądze. Ludzie odwiedzali go. Connie miała stale gości we Wragby. Ale jeżeli to nie były makrele, były to śledzie, a z rzadka tylko okoń morski lub węgorz.

Było kilku mężczyzn powracających regularnie, stałych bywalców; mężczyzn, którzy studiowali z Cliffordem w Cambridge. Należał do nich Tommy Dukes, który pozostał w wojsku i awansował na generała brygady.