Tommy Dukes nie dał się podrażnić Sokratesem.

— Zupełnie słusznie. Krytyka i wiedza to nie to samo — rzekł Hammond.

— Naturalnie, że nie — zgodził się Berry, lękliwy młodzieniec, który przyjechał, aby się zobaczyć z Dukesem, i został na noc.

Wszyscy spojrzeli na niego, jakby osioł zaczął mówić.

— Nie mówiłem o wiedzy... mówiłem o życiu duchowym — zaśmiał się Dukes. — Prawdziwa wiedza pochodzi z całokształtu świadomości; zarówno z twego brzucha i twego prącia, jak z twego mózgu i duszy. Duch potrafi tylko analizować i racjonalizować. Oddajcie przewagę duchowi i rozumowi, a wszystko, co potrafią uczynić, to krytykować i płodzić obumarłość. Powiadam, wszystko, co potrafią uczynić. Jest to niezmiernie doniosłe. Boże wielki, światu trzeba dzisiaj, aby go krytykowano... aby go skrytykowano na śmierć. Dlatego żyjmy życiem duchowym i pysznijmy się swoją złośliwością, i zrywajmy łachmany z tego złudnego omamienia. Ale zrozumcie mnie, idzie o to: póki przeżywacie swoje życie, stanowicie poniekąd organiczną całość ze wszelkim życiem. Gdy jednak rozpoczynacie życie duchowe, zrywacie jabłka. Zerwaliście związek między jabłkiem a drzewem: związek organiczny. A gdy nie macie w życiu nic poza życiem duchowym, wówczas sami jesteście zerwanym jabłkiem... sami spadliście z drzewa. A wtedy logiczną koniecznością jest stać się złośliwym, zupełnie tak samo, jak dla zerwanego jabłka logiczną koniecznością jest zacząć gnić.

Clifford otworzył szeroko oczy: wszystko to było dla niego niezrozumiałe. Connie uśmiechnęła się potajemnie.

— W takim razie jesteśmy zerwanymi jabłkami — rzekł Hammond dość szorstko i niecierpliwie.

— Więc zróbmy z siebie moszcz26 — dodał Charlie.

— Ale co sądzicie o bolszewizmie? — wtrącił brunatny Berry, jakby wszystko zmierzało do tego pytania.

— Brawo! — ryknął Charlie — Co sądzicie o bolszewizmie?