— Sądzisz? Więc niech się wznosi, byle tylko mnie fizycznie pozostawiał w spokoju i bezpieczeństwie na dole!

— Czy tak lubisz swoją cielesność? — zapytał Clifford.

— Kocham ją! — A przez jej umysł przebiegły słowa: najładniejszy, najładniejszy kobiecy tyłek na świecie!

— Jest to naprawdę bardzo niezwykłe. Niepodobna bowiem zaprzeczyć, że stanowi ona przeszkodę. Domyślam się co prawda, że kobieta nie znajduje najwyższej przyjemności w życiu duchowym.

— Najwyższej przyjemności? — zapytała Connie, spoglądając na niego. — Czyż ten rodzaj idiotycznego ględzenia jest najwyższą przyjemnością duchowego życia? Nie, dziękuję! Ja wolę ciało. Uważam, że życie ciała jest bardziej rzeczywiste niż życie duchowe. To znaczy, jeżeli ciało jest naprawdę zbudzone do życia. Ale tylu ludzi, podobnie jak twój słynny pustogłów, posiada tylko duchową przyczepkę do fizycznego trupa.

Clifford spojrzał na nią zdumiony.

— Życie ciała — rzekł — jest po prostu życiem zwierzęcia.

— Lepsze to niż życie zawodowego trupa. Ale to wcale nie prawda. Ciało ludzkie teraz dopiero zaczyna naprawdę żyć. U Greków życie to migotało przepięknie, zanim Platon i Arystoteles zabili ten blask, a Jezus dokończył dzieła. Ale teraz ciało naprawdę wraca do życia, naprawdę powstaje z grobu. I będzie to cudowne, cudowne życie w cudownym wszechświecie, życie ciała ludzkiego.

— Moja kochana, mówisz, jakbyś była prorokiem! Prawda, wyjeżdżasz w podróż dla przyjemności, ale nie zachwycajże się tym tak nieprzyzwoicie. Wierz mi, jakikolwiek Bóg istnieje, usuwa on powoli z człowieka trzewa i narządy trawienia, aby doprowadzić do rozwoju wyższej i bardziej duchowej istoty.

— Dlaczego ci mam wierzyć, Cliffordzie, jeżeli czuję, że jakikolwiek Bóg rządzi światem, zbudził on moje trzewia, jak ty to nazywasz. Dlaczego mam ci wierzyć, jeżeli czuję wręcz przeciwnie?