33. Ustanowiony przez was pełnomocny dowódca będzie decydował stosownie do okoliczności, jak i kiedy użyć siły zbrojnej; moje wnioski mogą jedynie dotyczyć środków należnych mu od was. O ile dostarczycie ich, Ateńczycy, to znaczy najpierw pieniędzy, potem reszty pogotowia, tj. piechoty, trójrzędowców, konnicy i zobowiążecie ustawą całą tę siłę zbrojną do stałego przebywania na terenie wojennym i skarbem wojennym będziecie sami zawiadowali i uzupełniali go, a generał będzie przed wami odpowiedzialny za operacje wojenne, skończy się raz ustawiczne a daremne radzenie nad tym samym, a nadto po pierwsze odbierzecie mu, Ateńczycy, największy dochód. 34. Jakiż to? Łupi żeglarzy i tak z waszych sprzymierzeńców czerpie środki do wojny z wami. A co więcej? Sami uwolnicie się od strat; już nie będzie tak jak dawniej, kiedy wpadł na Lemnos i Imbros i uprowadził w niewolę waszych obywateli, pod Gerastos157 zatrzymał statki i wycisnął z nich bajeczne sumy, ostatnio wylądował pod Maratonem i uprowadził stamtąd rytualny trójrzędowiec158, wy zaś ani temu nie mogliście przeszkodzić, ani przybyć z pomocą w ustalonym terminie. 35. Ale jak wam się zdaje, Ateńczycy? Dlaczego święta Panatenajów159 i Dionizjów160 odbywają się zawsze w należnym czasie, bez względu na to, czy komisja wybierana dla urządzenia tych obu obchodów składa się ze zdolnych ludzi czy idiotów; dlaczego wydaje się na nie takie sumy, jak na żadną z wypraw, a zatrudniają one tyle rąk i wymagają takiego aparatu, jak chyba żadna inna rzecz, wszystkie zaś wasze wyprawy tak do Metony, jak Pagasaj161, jak Potidai, spóźniają się? 36. Ponieważ wszystko, co się wiąże z obrzędami, reguluje prawo i każdy z was na długi czas przedtem wie, kto z której dzielnicy wyposaży chór lub zapaśników, kiedy, od kogo i co należy wziąć i co z tym zrobić; nie ma żadnego zaniedbania w tych rzeczach, we wszystko wglądnięto, wszystko oznaczono. W kwestiach pogotowia wojennego żadnego ładu, składu i nijakiej normy. Toteż komisję okrętową ustanawiamy dopiero na wieść wymagającą wysłania okrętów. Członkowie komisji zrzucają swe powinności na drugich162, szukamy środków finansowych na pokrycie kosztów wyprawy, potem zapada uchwała, by na załogę szli naturalizowani kupcy cudzoziemscy i wyzwoleńcy, potem znowu obywatele, potem, ażeby każdy obywatel miał prawo za siebie dostarczyć człowieka. 37. Tymczasem w mitrędze marnuje się przed dojściem do skutku wyprawy to, co miało ocaleć przez wyprawę; czas działania zużywamy na przygotowanie, a sposobności polityczne nie czekają na naszą powolność i udawanie. Zdaje nam się, że mamy wystarczającą pomoc doraźną; w decydujących momentach okazuje się ona niezdolna do niczego. Filip doszedł do takiego bezwstydu, że takie to już listy pisze do Eubejczyków. (Pisarz odczytuje list). 38. Większa część tego listu, Ateńczycy, zawiera niestety prawdę, z pewnością niemiłą dla ucha. Wszelako gdyby wszystko, co się pominie w mowie, by oszczędzić przykrości, pominęła i rzeczywistość, mowy państwowe powinni by wygłaszać esteci; jeżeli zaś sfałszowany czar słów mści się na rzeczywistości, niegodnym jest oszukiwać samych siebie i odkładać przykre wywody, a nie dotrzymywać kroku rozwojowi wypadków; 39. niegodnym jest ani tego nie zdołać zrozumieć, że do należytego prowadzenia wojny potrzeba wyprzedzać wypadki, a nie za nimi nadążać; jak wymaga się od wodza, aby przodował armii, w ten sam sposób powinno Zgromadzenie wyprzedzać wypadki, aby jego uchwały zamieniano w czyn, a nie by musiało się nimi doganiać zdarzenia. 40. Wy, Ateńczycy, macie największą w Grecji potęgę: trójrzędowce, rycerstwo, konnicę, dochód pieniężny: z tego wszystkiego niczego po dziś dzień nie użyliście należycie, ale w wojnie z Filipem w niczym nie różnicie się od dzikich bokserów; uderzony bowiem dziki bokser zawsze trzyma się za ugodzoną część ciała, trafisz go z drugiej strony, on tam z rękami; nie umie ani nie chce zasłaniać się i patrzeć na przeciwnika. 41. I wy, na wieść, że Filip na Chersonezie, uchwalacie pomoc tam, że w Pilach, to tam, że gdzie indziej — biegacie tam i na powrót za nim i on wami komenderuje; nie macie żadnego korzystnego planu wojny, nie przewidujecie niczego przed wypadkiem, ale czekacie, aż dowiecie się o nim albo podczas niego. Może przedtem to uchodziło; teraz, w momencie krytycznym, niepodobna tak dalej. 42. Zdaje mi się, że jakiś bóg, Ateńczycy, ze wstydu za praktyki w naszym państwie natchnął tą energią Filipa. Gdyby zechciał spokojnie siedzieć na tym, co podbił (nie czekając na nas), i nic więcej już nie działał, niektórzy, myślę, zadowoliliby się tym; wtedy ściągnęlibyśmy na siebie hańbę publiczną, zarzut zniewieściałości i wszelkich innych sromot163. Tymczasem coraz nowymi zakusami o więcej może by was i sprowokował, gdybyście nie byli w zupełności zrezygnowani. 43. Dziwię się co do mnie, że nikt z was, Ateńczycy, nie widzi — a powinno mu to dać coś do myślenia i co nieco go oburzyć — że zaczęliśmy wojnę o zemstę nad Filipem, a pod koniec bronimy się już tylko przed nim. Ależ to widoczne, że nie zatrzymany, sam nie stanie w miejscu. Mamy na to czekać? Myślicie, że wszystko jest w porządku, jeżeli wyślecie próżne trójrzędowce i czyjeś tam obietnice? 44. Nie wsiądziemy na okręty? Nie wyruszymy sami z jakąś częścią własnych żołnierzy, choćby teraz, jeżeli nie pierwej? Nie popłyniemy na jego kraj? Usłyszałem pytanie: „Gdzież staniemy na kotwicy?”. Wojna, Ateńczycy, sama wypuka dziury w jego polityce164; weźmy się tylko do niej; siedzeniem w domu i słuchaniem przezwisk i wzajemnych oskarżeń mówców nie dopniemy niczego; a potrzeba. 45. Dokąd wyprawia się część obywateli, nawet nie wszyscy, tam w walce po ich stronie staje, myślę, przychylność bogów i losu; dokąd zaś wyślecie generała, pustą uchwałę i krasomówcze obietnice, nie dzieje się nic należytego, wyśmiewają się nieprzyjaciele, sprzymierzeńcy są w śmiertelnym strachu przed takimi wyprawami165. 46. Bo nie potrafi, nie potrafi nigdy jeden człowiek wszystkie wasze chcenia wykonać; przyrzec, przemówić, oskarżyć tego i owego — można; ale cóż z tego — przegraliśmy. Czegóż należy spodziewać się, skoro generał dowodzi zrujnowanymi i nieopłaconymi najemnikami, tu zaś rozgłasza się kłamstwa o powodzeniach na polu walki — a przychodzi to łatwo — wy zaś na podstawie pierwszej lepszej pogłoski166 uchwalacie, co wam wpadnie na myśl.
47. Jakżeż temu koniec położyć? Zróbcież wy, Ateńczycy, tych samych ludzi żołnierzami i świadkami czynności dowództwa, a po powrocie do kraju sędziami sprawozdań; w ten sposób nie tylko będziecie słyszeli o własnych sprawach, ale naocznie je będziecie oglądali. Dziś do takiej hańby dochodzą nasze rządy, że każdy z generałów ma przed wami dwa do trzech procesów gardłowych, wobec nieprzyjaciela zaś żaden z nich nie śmie ani nawet razu narazić życia, ale nad godny zgon przenoszą śmierć handlarzy niewolnikami i rzezimieszków; bo złoczyńca ginie za wyrokiem, generał w walce z nieprzyjaciółmi. 48. Latamy od jednego do drugiego i jedni opowiadają, że Filip w lidze ze Spartanami knuje zagładę Teb i waśni republiki, inni, że wysłał poselstwa do króla perskiego, ci znowu, że buduje twierdze w Ilirii167, tamci — obchodzimy całe miasto z plotkami. 49. Wierzę ja wprawdzie, Ateńczycy, że, dalipan168, tego człowieka oszołamia ogrom sukcesów politycznych i wiele takich mrzonek musi mu błąkać się po głowie na widok zupełnego opuszczenia i wobec braku przeszkód, że go rozpiera powodzenie w dotychczasowej działalności, ale chyba, dalibóg169, takich planów nie układa, aby najgłupsi u nas znali jego zamysły170; boć171 najgłupsi są plotkarze. 50. Natomiast uwolnimy się od pustego gadania i zdobędziemy należyty pogląd, o ile zrozumiemy, że ten człowiek jest naszym wrogiem, że wydziera nam nasze dobro i od dawna naigrawa się z nas, że wszystkie nasze nadzieje w nim pokładane obróciły się w końcu przeciw nam samym i pozostaje nam jedynie polegać na nas samych, że o ile teraz nie będziemy chcieli tam prowadzić wojny, przypuszczalnie będziemy zmuszeni uczynić to samo u siebie w kraju. Na nic dociekać, co się stanie kiedyś — można wiedzieć na pewno, że nic dobrego, jeżeli nie będziecie przykładali się ochotnie do obowiązków.
Zakończenie: Mówca zastrzega się przed gniewem stronnictw
51. Nigdy w ogóle nie byłem skłonny do pochlebstw bez przekonania o korzyści; tak i teraz powiedziałem moje zdanie szczerze, bez ogródek i po prostu. A jak wiem, że na korzyść wam wychodzi słuchanie dobrych rad, tak chciałbym wiedzieć, że i dawanie dobrych rad wyjdzie na korzyść dobremu doradcy172. Byłoby mi daleko przyjemniej. Tymczasem nie wiadomo, co mnie spotka za to; wszelako wolę mówić choćby dla samego tylko przekonania o pożytku płynącym dla was z wykonania mych wskazówek. Ale niechże weźmie górę to, co ma wypaść naprawdę wszystkim na pożytek.
II. Pierwsza mowa olintyjska (roku 349)
Zagajenie obrad
1. Myślę, Ateńczycy, że wiele dalibyście, gdyby mogło okazać się, co ma wyjść na pożytek państwu z obecnych obrad. Wobec tego należy gorliwie słuchać chętnych doradców, bo nie tylko przemyślane rady możecie przyjąć z pożytkiem, ale ufam w dobrą gwiazdę waszą, że niejednemu może przyjść od razu myśl odpowiednia; łatwo więc ze wszystkich wybierzecie pożyteczną.
Doniosłość chwili
2. Obecna chwila, Ateńczycy, woła wprost żywym głosem, że musicie sami wmieszać się w ową sprawę, jeżeli istotnie zależy wam na ich173 ratunku; nie rozumiem naszego postępowania. Stawiam tedy174 wniosek, aby uchwalić już raz posiłki, przygotować je na miejscu co prędzej (by nie spotkało was to samo, co i pierwej), wysłać zaś poselstwo z wiadomością o tym do nich i z poleceniem przypilnowania sprawy osobiście; 3. głównie bowiem zachodzi obawa, by ten przebiegły i rzutki praktyk to ustępstwami — wedle położenia — to groźbami (w czym jest przypuszczalnie wiarygodny), to spotwarzaniem was i waszej nieobecności nie wywołał w ogólnym położeniu zmiany na swoją korzyść i nie uzyskał przejścia Olintu na swą stronę. 4. Ale jakoś, Ateńczycy, najbardziej niezwyciężona strona postępowania Filipa jest dla was najlepsza175, bo wprawdzie w sprawności wojennej wiele znaczy fakt, że w jednej osobie jest panem wszystkiego, czy idzie o sprawy jawne, czy tajne, naczelnym wodzem, władcą i zawiadowcą skarbu i wszędzie jest z wojskiem na miejscu; ale ten sam fakt źle usposabia do układów, które by chętnie zawarł z Olintyjczykami. 5. Widzą jasno Olintyjczycy, że teraz prowadzą wojnę nie o sławę ani o cześć kraju, ale bronią ojczyzny od zagłady i zaprzedania obywateli w niewolę, a wiedzą, co zrobił z tymi mieszkańcami Amfipolu, którzy wydali mu miasto i z częścią obywatelstwa Pydny, która wpuściła go w mury; w ogóle — myślę — budzi nieufność monarchia w republikach, zwłaszcza sąsiadujących. 6. Moim więc zdaniem powinniście, Ateńczycy, wiedząc o tym i wziąwszy wszystko inne, co należy, pod rozwagę, obudzić w sobie wolę i gniew i zająć się wojną teraz szczególnie, płacąc gorliwie nadzwyczajne podatki, biorąc osobisty udział w wyprawach i nie zaniedbując niczego. Ani powód, ani nawet już pozór nie pozostaje wam do uchylania się od powinności. 7. Wszyscy głosiliście dotychczas, że trzeba zawikłać Olint w wojnę z Filipem; obecnie nastąpiło to samorzutnie, i to w sposób najkorzystniejszy dla was. Gdyby podjęli wojnę namówieni przez was, byliby zapewne chwiejnymi sprzymierzeńcami i tylko do pewnych granic — wedle uznania. Z chwilą gdy nienawidzą Filipa z powodu jego pretensji do nich samych, nienawiść, wyrosła z obaw i doznań, jest wedle wszelkiego prawdopodobieństwa trwała. 8. Nie trzeba zatem, Ateńczycy, przepuścić podobnej sposobności ani popaść w to samo, w co i pierwej często popadaliśmy. Gdyby to wtedy, kiedy wróciliśmy z wyprawy wspomagającej Eubeję i kiedy na tej mównicy stanęli posłowie z Amfipolu, Hieraks i Stratokles, i zapraszali nas do wyprawy morskiej i zajęcia miasta, gdybyśmy wtedy byli okazali w naszym własnym interesie tę samą gorliwość, z jaką spieszyliśmy na ratunek Eubei, byłby wtedy Amfipolis w waszych rękach i bylibyście wolni od wszystkich kłopotów, jakie nastąpiły. 9. Gdybyśmy byli na wieść o oblężeniu Pydny, Potidai, Metony, Pagasaj i innych miast — ażeby szczegółami nie zajmować czasu — gdybyśmy byli wtedy jednemu z nich tylko, ale zaraz pierwszemu, sami pospieszyli z odpowiednią pomocą, byłaby teraz łatwiejsza i mniej upokarzająca sprawa z Filipem. Tymczasem stale zaniedbywaliśmy przygodne sposobności i spodziewaliśmy się, że przyszłość sama przez się ułoży się dobrze: tą drogą my sami, Ateńczycy, wzmogliśmy Filipa do takiej potęgi, jakiej nie miał jeszcze żaden król macedoński. Obecnie nadarza się samorzutnie państwu sposobność z Olintem, nie gorsza od żadnej z poprzednich.
Zgubne następstwa w razie ponownego zaniedbania