Następnie zaczął pracować w konfesjonale nad tym, aby zasiać niezgodę pomiędzy matką a córką. Kiedy słyszał, iż matka żali się na córkę, powiększał wagę błędów jednej i drażnił urazę drugiej. Jeżeli córka uskarżała się na matkę, podsuwał, iż władza ojca i matki nad dzieckiem jest ograniczona i że, o ile prześladowanie dochodzi do pewnych granic, nie byłoby niemożliwym znaleźć ochronę przed tą tyrańską władzą. Następnie jako pokutę nakazywał wrócić niebawem do spowiedzi.

Kiedy indziej znów, mówił pannie o jej urodzie, ale w sposób lekki: iż jest to jeden z najniebezpieczniejszych darów, jakie Bóg może uczynić kobiecie; mówił o wrażeniu, jakie sprawiła na pewnym godnym człowieku, którego nie nazwał, ale którego łatwo było odgadnąć. Mówił dalej o nieskończonym miłosierdziu niebios i ich pobłażliwości dla błędów uzasadnionych okolicznościami; o słabości natury ludzkiej, której usprawiedliwienie każdy nosi w swoim sercu; o gwałtowności i powszechności niejakich pożądań, od których najświętsi ludzie nie byli wolni. Pytał następnie, czy nie miewa pragnień, czy natura nie przemawia do niej we śnie, czy obecność mężczyzn nie miesza jej. Następnie rozważał kwestię, czy kobieta powinna raczej ulec człowiekowi rozpalonemu namiętnością, czy też opierać się i skazywać może na śmierć i potępienie istotę, dla której Chrystus przelał krew swoją. Nie śmiał, jak mówił, rozstrzygać tej kwestii; wzdychał jeno, podnosił oczy ku niebu, modlił się za spokój dusz utrapionych. Młoda dziewczyna zachowywała się biernie. Matka i pani de La Pommeraye, której powtarzano wiernie rady spowiednika, podsuwały jej pomysły zwierzeń, które utwierdzały klechę na tej drodze.

KUBUŚ: Wasza pani de La Pommeraye jest zła kobieta.

PAN: Ej, Kubusiu, to sąd za lekki. Ta złość jej, powiedz, skąd bierze źródło? Z postępków margrabiego des Arcis. Wróć go takim, jakim przysiągł być, i znajdź mi teraz skazę na pani de La Pommeraye. Kiedy będziemy w drodze, będziesz ją oskarżał, a ja podejmuję się bronić. Co do tego klechy, łajdaka i rajfura, daruję ci go.

KUBUŚ: To człowiek tak bezecny, iż myślę, że od tego czasu nie pójdę więcej do spowiedzi. A pani, miła gosposiu?

GOSPODYNI: Co do mnie, będę nadal chodzić do naszego starego proboszcza, który nie jest ciekawy i słyszy tylko to, co mu się powie.

KUBUŚ: Gdybyśmy tak wypili za zdrowie paninego proboszcza?

GOSPODYNI: Tym razem zgoda. Zacny człeczyna: w niedziele i święta daje się wytańczyć chłopakom i dziewczętom i pozwala dobrym ludziom zachodzić do gospody, byleby nie wychodzili pijani. Zdrowie proboszcza!

KUBUŚ: Zdrowie proboszcza!

GOSPODYNI: Nasze parne nie wątpiły, iż prędzej lub później sługa boży odważy się doręczyć jakiś liścik swej penitentce. Tak się też stało; ale z jakimi ostrożnościami! Nie wiedział niby, od kogo pochodzi list; nie wątpił, iż od jakiejś miłosiernej i dobroczynnej duszy, która odkryła ich nędzę i ofiaruje się z pomocą; często zdarzało mu się doręczać podobne. „Zresztą — dodał — ty, moje dziecko, jesteś cnotliwa, matka jest osobą roztropną: otworzysz list jedynie w jej obecności. Panna Duquênoi wzięła list i oddała matce, która udzieliła go natychmiast pani de La Pommeraye. Ta, uzbrojona w ów papier, kazała sprowadzić księdza, obsypała go zasłużonymi wyrzutami i zagroziła, że wyda go przełożonym, jeżeli jeszcze usłyszy cokolwiek podobnego.