Skoro pan ocknął się nieco z upadku i przerażenia, wdrapał się na siodło i dał parę ostróg koniowi, który pomknął jak błyskawica; toż samo uczyniła kobyła Kubusiowa, pomiędzy bowiem dwojgiem bydlątek panowała ta sama poufałość, co między ich panami: były to dwie pary przyjaciół.
Gdy wreszcie konie, zdyszane, wróciły do zwyczajnego kroku, Kubuś rzekł: „No i cóż, co pan o tym sądzi?”.
PAN: O czym?
KUBUŚ: O ranie w kolano.
PAN: Jestem twego zdania; to jedna z najokrutniejszych.
KUBUŚ: W pańskie kolano?
PAN: Nie, nie, w twoje, w moje, we wszystkie kolana w świecie.
KUBUŚ: Panie, panie, nie zastanowił się pan dobrze; wierz mi pan, żałujemy zawsze jeno siebie.
PAN: Cóż za szaleństwo!
KUBUŚ: Ach, gdybym umiał mówić tak, jak umiem myśleć! — Ale było napisane w górze, iż będę miał różne rzeczy w głowie, a nie będę umiał znaleźć wyrazów.