KUBUŚ: To świadectwo ubóstwa dla nich samych i całego ich otoczenia. Nie kochają nikogo, nikt ich nie kocha: rzucają tedy psom uczucie, z którym nie wiedzą, co począć.

PAN: Przysmaki, jakie zastawia się tym zwierzętom, starczyłyby na wyżywienie niejednego nędzarza.

KUBUŚ: A teraz, czy się pan temu dziwi?

PAN: Nie.

Margrabia des Arcis spojrzał na Kubusia, uśmiechnął się z jego filozofii i zwracając się do pana, rzekł: „Masz pan, widzę, sługę niezupełnie pospolitego kroju”.

PAN: Sługę! bardzoś pan łaskaw na mnie; to ja jestem jego sługą i nie dalej jak dziś rano mało brakło, aby mi tego dowiódł bardzo wyraźnie.

Tak rozumując, dotarli do miejsca noclegu, gdzie wspólnie zakwaterowali się na popas. Pan Kubusia i margrabia des Arcis wieczerzali razem; Kubusiowi i młodemu człowiekowi nakryto osobno. Pan skreślił margrabiemu w kilku słowach historię Kubusia i jego fatalistyczny pogląd na świat. Margrabia wspomniał o młodzieńcu, który mu towarzyszył. Był on wprzód mnichem reguły premonstrantów. Opuścił klasztor w niezwykłych okolicznościach; przyjaciele zalecili go margrabiemu; wziął go tedy na razie jako sekretarza, nim się trafi co lepszego. Pan Kubusia rzekł: „To zabawne”.

MARGRABIA DES ARCIS: Co pan W tym widzisz zabawnego?

PAN: Mówię o Kubusiu. Zaledwie weszliśmy do gospody, gdzie spędziliśmy ostatnią noc, Kubuś rzekł po cichu: „Panie, niech się pan przypatrzy dobrze temu młokosowi; założę się, że był mnichem”.

MARGRABIA: Nie wiem po czym, ale trafił. Czy pan się wcześnie kładzie?