Le Brun głośno: „Powiem panu, panie kawalerze, że nie mam ochoty wdawać się w żadne interesa. Z tego zawsze są tylko przykrości. Ten pan jest pańskim przyjacielem, to bardzo pięknie. Wygląda na godnego człowieka; ale, mimo wszystko”...

— Drogi Le Brun!

— Nie mam pieniędzy.

— Ale masz znajomych.

— To wszystko łajdaki, opryszki spod ciemnej gwiazdy. Panie kawalerze, czy panu nie zbrzydło paskudzić się z takimi ludźmi?

— Konieczność jest najwyższym prawem.

— Konieczność, która pana przyciska, to konieczność bardzo wesoła; buteleczka, partyjka, dziewczyna...

— Drogi przyjacielu!...

— Zawsze zostanę taki sam, słaby jestem jak dziecko; przy tym ten kawaler nie wiem kogo by nie przywiódł do złamania przysięgi. No dobrze, zadzwoń pan, zobaczę czy Fourgeot jest w domu... Ale nie, nie dzwoń, Fourgeot zaprowadziłby was do Mervala.

— Czemu nie pan sam?