PAN: To prawda.
KUBUŚ: I na czynieniu bez chcenia.
PAN: Dowiedziesz mi tego?
KUBUŚ: Jeżeli pan pozwoli.
PAN: Pozwalam.
KUBUŚ: Stanie się niebawem; mówmy teraz o czym innym...
Po tych banialuczkach i dalszych jeszcze gawędach tej samej doniosłości zamilkli; Kubuś podnosząc swój ogromny kapelusz, deszczochron w czasie niepogody, słońcochron w czasie skwaru, nakrycie głowy o każdej porze, cieniste sanktuarium, pod którym jedna z najtęższych mózgownic, jakie istniały, zasięgała rady losu w ważnych potrzebach...86 Skoro się podniosło skrzydła tego kapelusza, głowa Kubusia znajdowała się mniej więcej w połowie całej postaci; gdy się je opuściło, widział zaledwie na dziesięć kroków przed sobą: stąd nabrał przyzwyczajenia zadzierania głowy do góry; wtedy to można było powiedzieć o jego kapeluszu:
Os illi sublime dedit coelumque tueri lussit, et erectos ad sidera tollere vultus.
Ovid. Metam. lib I, v. 85.
Kubuś tedy, podnosząc ogromny kapelusz i wodząc spojrzeniem w oddali, spostrzegł na horyzoncie rolnika, który bezskutecznie okładał biczem konia, jednego z pary szkapiąt zaprzężonych do pługa. Ten koń, młody i silny, położył się w bruździe: kmiotek daremnie szarpał go za cugle, prosił, pieścił, groził, klął, walił, zwierzę zostawało niewzruszone i uparcie wzdragało się powstać.