KUBUŚ: Służyłem w piechocie, nie znam się na tym.
PAN: A ja dowodziłem w kawalerii i znam się.
KUBUŚ: Cóż dalej?
PAN: Co dalej? Pójdziesz zapytać, czy by go nam nie ustąpił, rozumie się za zapłatę.
KUBUŚ: To szaleństwo, ale idę. Ile pan gotów ofiarować?
PAN: Do stu talarów...
Kubuś, zaleciwszy panu, aby znów nie usnął, idzie na spotkanie wędrowca, ofiaruje kupno, płaci i zabiera konia z sobą. — I cóż, Kubusiu — rzecze pan — jeżeli ty masz przeczucia, widzisz, że i ja mam swoje. Konik piękny, kupiec przysiągł ci z pewnością, że jest bez wady; ale gdy chodzi o konia, każdy człowiek jest podejrzany.
KUBUŚ: A kiedyż nim nie jest?
PAN: Siądziesz nań tedy i ustąpisz mi swego.
KUBUŚ: Zgoda.