— Ileż byś pan policzył za mieszkanie, życie i starania?

Chirurg mruknął, skrobiąc się za ucho: „Mieszkanie... życie... starania... Ale któż mi da pewność zapłaty?”

— Będę płacił każdego dnia z góry.

— Oto, co się nazywa mówić...

Ale, panie, zdaje mi się, że pan nie słucha.

PAN: Nie, Kubusiu, było napisane w górze, że tym razem, który nie będzie ostatnim, będziesz mówił, nie znajdując uszu do słuchania.

— Kiedy się nie słucha tego, co ktoś mówi, wówczas albo się nie myśli o niczym, albo się myśli o czym innym: która z tych dwu okoliczności zachodziła u pana?

PAN: Ta ostatnia. Myślałem o tym, co mówił jeden z czarnych lokai jadących za karawanem, a mianowicie iż przez śmierć przyjaciela kapitan twój postradał przyjemność pojedynkowania się przynajmniej raz na tydzień. Czy ty zrozumiałeś?

KUBUŚ: Oczywiście.

PAN: Jest to zagadka, za której rozwiązanie mocno ci będę wdzięczny.