KUBUŚ: Albo przykrości.
GOSPODYNI: Życzę, aby zawsze było to pierwsze.
KUBUŚ: Pani życzenie nie zaważy w tym ani na łut; stanie się wedle tego, jak jest zapisane w górze.
GOSPODYNI: Ach, więc to chodzi o małżeństwo?
KUBUŚ: Może tak, może nie.
GOSPODYNI: Panowie, miejcie się na baczności. Człowiek, który zajmuje pomieszkanie na dole i który tak brutalnie obszedł się z biedną Linką, bardzo osobliwie wpadł w takim interesie... Chodź, biedne zwierzątko; chodź, niech cię uściskam; przyrzekam ci, że już się to nie powtórzy. Patrzcie, jak ona drży na całym ciele!
PAN: I w czymże jest tak osobliwe małżeństwo tego człowieka?
Na to pytanie Kubusiowego pryncypała gospodyni rzekła: „Słyszę hałas na dole, dam tylko rozkazy i wracam opowiedzieć panom całą historię”... Ale mąż gospodyni, znużony krzyczeniem: „Żono, żono”, wkracza na górę, a za nim jego kum. Gospodarz powiada do żony: „Ech, u stu diabłów, cóż ty robisz tutaj?”... Następnie obracając się i spostrzegając kuma: „Czy przynosicie pieniądze?”.
KUM: Nie, kumie, wiecie dobrze, że nie mam.
GOSPODARZ: Nie masz pieniędzy? Już ja potrafię je wycisnąć z twego pługa, twoich koni, wołów i z twego łóżka. Czekaj, łajdaku!...