Jeśli będziesz, jak twój sławny ojciec, wojował, to nie wahaj się ofiarować swej krwi na usługi chrześcijaństwa. A kiedy, co daj Boże, ofiarujesz się cały Panu Bogu, jak wuj czy brat Benedykt, odprawiaj co piątek Mszę świętą za ludzi w niewoli. Pamiętaj, nie wychodź rano z psami w pole, póki nie odmówisz pacierza. Jeśli będziesz budował nowy kasztel w Żegnańcu, niech kaplica stanie uczciwa, trzy czarne kamienie: dla ojca, dla pani Ludmiły i dla mnie, twojej matki. A żyj sprawiedliwie, byśmy się u Pana Boga spotkać mogli.
Niewiasty wpadły na pomysł, aby list na pierwszy rzut oka przypominał talizman; w ten sposób mogły być pewne, że Tatarzy, którzy szanują wszelki zabobon, na pewno go nie tkną. Z pstrej mięsistej kitajki Elżbieta wycięła woreczek, coś na kształt szkaplerza, wewnątrz zaszyła pismo wielokrotnie złożone, na wierzchu wyhaftowała najdziwniejsze znaki, a na koniec nawlokła czarny sznurek.
Tymczasem Ludmiła przy każdej nadarzającej się okazji opowiadała mężowi o zakonnikach.
— Sokole mój — zaczęła — a może chciałbyś ich zobaczyć? Wszak sam nieraz mówiłeś, że kapłani przynoszą szczęście domowi.
— Czemu nie? Przyprowadź ich do mnie, kiedy tylko zechcesz, a posłucham, co też gadają. Ludzie z takich dalekich krajów muszą ciekawe rzeczy opowiadać.
Uszczęśliwiona Ludmiła zaraz nazajutrz rano przyprowadziła posłów do jurty mężowskiej. Terchan powitał zakonników z wielkim szacunkiem; zdaje się nawet, że już wcześniej przygotował się do tej wizyty, bo u wejścia do namiotu, na niskim stole, stało kilka czar z kumysem, tarassunem i ariaszem; znak, że gospodarz oczekuje gości.
Po pierwszych słowach powitania zakonnicy przystąpili, za wcześniejszą namową Ludmiły, do najważniejszego tematu — sprawy nawrócenia. Łatwo im to przyszło. Wspomnieli, że przybywają do Mongolii ze słowami pokoju od ojca chrześcijan i nauką Ewangelii. Zaczęli opowiadać o krzyżu, odkupieniu za grzechy i tajemnicy zbawienia. Podstawy chrześcijańskiej wiary przechodziły przez usta nadobnej tłumaczki i musiały się Ajdarowi podobać, bo ciągle się uśmiechał, niekiedy przytakiwał głową. Wkrótce jednak, jakby znużony, przerwał opowiadanie i zapytał:
— A może bracia zechcą się napić kumysu?
Zakonnicy odmówili, tłumacząc się słabą głową, za to przyjęli po małym kubeczku tarassunu i umaczając usta w tym lekkim napoju, wrócili do przerwanej rozmowy.
Ajdar nagle sposępniał. Czy skąpe używanie poczęstunku zraniło jego stepową gościnność, czy go dotknęło jakieś słowo, trudno zgadnąć. Na próżno żona i posłowie ponawiali szturm do jego serca. Zwróciwszy rozmowę na odmienne tory, zaczął się dopytywać o kraje zachodnie, o wojsko, bogactwa i konie, a czynił to z ironią i przekąsem. Pożegnał gości chłodno i nie ponowił zaproszenia.