Przez wiele dni nie mogły dojść do siebie. Każdego ranka pytały jedna drugą:
— Czy one jeszcze się tam męczą?
Elżbieta przewracała się w nocy z boku na bok, a jeżeli już udało jej się zasnąć, widziała Jasia w ognistej pieczarze, który dobijał się do zatarasowanych drzwi, łkał i jęczał. Kujuk, pan łaskawy, głaskał go fioletową ręką, a martwe konie urzekały go migotaniem agatowych oczu.
Lata niewoli
Wszystkie żądze i zakusy o władzę, które wybór ostatniego cesarza na jakiś czas przytłumił, teraz budziły się z podwójną mocą. Wprawdzie Kujuk zostawił dwóch synów, ale ci byli niepełnoletni — tym większa rękojmia dla rywali. Stosownie do starych zwyczajów rejencję137 powierzono cesarzowej Ogul-Gajmisz, której serce mocniej biło, gdy się dorwała do władzy. Sądziła, że na wzór Turakiny jej rządy przedłużą się w nieskończoność, ale książę Batu pomieszał szyki. Podczas ostatniej rejencji spostrzegł, że zwlekanie z wyborem cesarza nie doprowadza do pomyślnego rozwoju wydarzeń. Wiadomość o śmierci Kujuka zastała go w okolicach Kajałyku. Tam zatrzymał pochód wojska i zaraz zwołał sejm elekcyjny. Zjechała co prędzej księżna Siurkukteni138 z synami i większość potomków Dżyngis-chana.
Posłano zaproszenie synom Kujuka i Szyramunowi, który po raz drugi znalazł się na liście kandydatów. Trzej młodzi książęta, nie chcąc opuszczać stolicy, wysłali Temura, wielkorządcę Karakorum139, zalecając, aby w ich imieniu podpisał wszystko, na co większość książąt się zgodzi. Nie wątpili, że przysięga złożona niegdyś Ogotajowi zapewni koronę jego wnukom. Zachodziło tylko pytanie, któremu dopisze szczęście.
Nim jeszcze Temur opuścił bramy Karakorum, Ajdar wymknął się cichaczem. Wyjechał ze stolicy z żonami, skarbami, z całym dworem i dobytkiem. Chciał mieć wolny głos w sejmie, a wiedział, że nie podoba się on rejentce ani jej potomstwu. Dojechano szczęśliwie do równin pod Kajałykiem. Branki miały okazję po raz drugi przypatrzeć się kuryłtajowi. Ten wprawdzie nie olśnił ich tak jak pierwszy. Był naprędce zwołany, gwałtownie prowadzony, nie jaśniał przepychem, nie zgromadził tylu ambasadorów.
W pierwszym dniu kuryłtaju zaszły nieprzewidziane wydarzenia. Jak las kłania się w jedną stronę, kiedy nań uderzy niespodziewany huragan, tak znienacka wszystkie głowy wyborców zwróciły się ku księciu kapczackiemu. Po całym zgromadzeniu przebiegł szmer, potem zagrzmiał niesamowity okrzyk i wszyscy Dżingischanidzi z zaskakującą jednomyślnością ofiarowali tron Batemu. Oto największy przyjaciel księżnej Siurkukteni, najwierniejszy dotąd wykonawca jej woli, wystawiony został na próbę przechodzącą zwykłe siły ludzkie. Wahał się. Nie wiedział, czy może odepchnąć tron już nie tylko od samego siebie, ale i od potomstwa, odsunąć berło, aby je oddać synowi Cheraitki140?
Mimo poczucia całej swej potęgi, księżna zadrżała. Książę Batu przez jakiś czas ważył decyzję. W końcu ogłosił wszem wobec, że nie przyjmie ofiarowanych mu zaszczytów; dla tej kobiety gotów był do największych poświęceń.
Zmartwieni książęta błagali go, by im przynajmniej wskazał, kogo mają wybrać.