Branki nie mogły powstrzymać się od śmiechu.

— Co ty gadasz? Przecież to są narody chrześcijańskie i to bardzo pobożne.

Kiedy zaczęły opowiadać, jakie to w owych krajach są zamki, jacy rycerze, jakie wspaniałe nabożeństwa w kościołach, których wieże sięgają nieba, Wasynga oniemiał i posmutniał. Rano przyniósł śniadanie złożone z mleka i kaszy. Obejrzawszy się z dziesięć razy, westchnął i zagadnął:

— Myślałem ja całą noc nad wszystkimi cudami, o jakich gadacie. Ale co mnie po nich? Nie mam ani jednej skórki sobolowej, ani jednej obrzynki srebra. Jeśli ucieknę między obcych ludzi, z czego będę żył? Pomrzemy z głodu, ja i dziecko. Chyba najmę się za kata. To już lepiej zostać tu, gdzie jestem...

— Wasyngo — rzekła poważnie Ludmiła — mamy Boga w sercu i potrafimy być wdzięczne. Elżbieta zostawiła w Polsce męża, który ci zapłaci dużo, bardzo dużo złota, jeśli mu przyprowadzisz żonę wraz z synem, całych i zdrowych. Ja męża nie mam, więc mogę sama rozporządzać swoimi włościami, a jest ich niemało. Nie objechałbyś ich przez siedem dni. Stoi tam kilka zamków, tak pięknych, że w życiu takich nie widziałeś. Dam ci jeden z nich. Będziesz sobie mieszkać jak baskak, a Dżjafira będzie chodziła w złotogłowiu i perłach.

To już były pokusy nie do odparcia. Myśl o ucieczce długo nie chciała pomieścić się w głowie Wasyngi, ale kiedy się z nią oswoił, zabrał się do niej z tatarską gwałtownością i bizantyjską przebiegłością. Zaraz tego samego dnia w południe zostawił branki pod strażą podwładnych, a sam oddalił się, niby w celu odebrania rozkazów z tej części obozu, gdzie mieszkali wodzowie, a w rzeczy samej, by rozpoznać drogi i ułatwić przeprawę przez rzekę. Dopiero dobrze po północy wsunął się do namiotu, gdzie oczekiwały go branki. Zbliżył się w ciemnościach i ożywionym głosem zaczął opowiadać:

— Od Prutu cudowne wieści! Wyobraźcie sobie, że znaleźli się ludzie, i to z naszego wojska, którzy co noc na czółnach przewożą jeńców, ma się rozumieć za grubą opłatą. Starsi wiedzą o tym, ale przymykają oczy, bo otrzymują większą część zapłaty. Tak idzie, aż słodko patrzeć, jakbyście miód oblizywały. Okropnie żałowałem, żem was od razu nie wziął. Bylibyśmy już na drugim brzegu. — Oczy Wasyngi przez moment zabłysły nadzieją. — Byłem też w obozie wodzów, skąd mam niedobre wieści. Przyjechał poborca chański, Kajkuł, i będzie wybierał dla chana niewiasty. Już dnieje... Byle ten dzień przeżyć. Wieczorem dam strażom kumysu43, araki44, ile tylko zechcą. Spoję ich na śmierć i wymkniemy się jak węże.

W samo południe w obozie powstało straszne zamieszanie.

— Idzie, już idzie! — zewsząd dochodziły zatrwożone głosy.

Straże biegały, wywlekały z namiotów kobiety i dzieci. Z wielkim trzaskiem nahajek ustawiano wszystkich w równych rzędach. Mężczyźni stali osobno. Wasynga wpadł do namiotu branek z pobladłą twarzą.