— Więc Tatarzy odjechali? — dociekał Beppo. — Czemu odjechali?
— Jak zawdy, przenieśli się na inne pastwiska.
— Daleko poszli?
— O, daleko, daleko. Gadali, że rozłożą się gdzieś u Dniepru.
Co za szyderstwo losu! — pomyślała Ludmiła. Chwila spotkania zdawała się tak bliska. Teraz została niepewność. Gdzie ja ją znajdę, czy w ogóle ją znajdę — dręczyła się dziewczyna, tknięta niedobrymi przeczuciami.
Dojechali do rozdroża, z którego prowadził czarny szlak. Karawana skręciła w prawo.
— Ta droga była mi przeznaczona! — westchnęła Ludmiła i wychyliwszy głowę, obserwowała miejsce, gdzie niegdyś leżał obóz.
Step był pusty, jednostajny, poszarzały, otulony tajemniczością nocy. Nie oświetlony księżycem szlak wschodni czerniał bez końca. Posępne, ciężkie od chmur niebo opuszczało się nisko. Taka jest moja przyszłość, pomyślała Ludmiła, patrząc w górę. Na wschodnim krańcu firmamentu wypatrzyła jedyną bladą gwiazdkę i powiedziała do siebie:
— Nazwę ją gwiazdą przyjaźni; dopóki ona tam świeci, nie stracę nadziei na spotkanie z Elżbietą.
Dzień drogi za Bohem64 kraj zmienił się nie do poznania. Zaroił się tysiącami ludzi i koni; w powietrzu majaczył las dzid i buńczuków. Okazało się, że wojsko tatarskie wyprawia się na Węgry. Oddziały pod przywództwem Batu-chana65 pojechały przez tak zwaną „Ruską bramę”, czyli przez ziemię Halicką. Te, którymi dowodził Peta, zakreśliły półkole aż przez Małopolskę i Morawy. Trzecie, pod Kajdanem66, miały jechać przez Kumanię, aby w samym sercu Węgier połączyć się z pozostałymi.