Pan Schultz, nie patrząc wcale na Hedwigę, wziął panią Florę pod rękę i wyprowadził ją na środek pokoju, po czym uroczyście przemówił:

— Oto zacna dama, która przez mizerykordię1745 nade mną sakryfikowała1746 się na złe języki. Figurujcie1747 sobie waszmoście, sprowadziła się do mego domu, niby dla strzeżenia frajleiny, a w rzeczy1748 dla konsolowania mnie biednego, com już nie miał przy sobie żadnej życzliwej duszy. Owóż jam wonczas dopiero wyrozumiał1749, gdzie jest dla mnie prawdziwa szczęśliwość. Powiedam waszmościom, nie można przeżyć kilku niedziel obok tak szacownej białogłowy bez umiłowania jej przyjaźnią dozgonną i żeby teraz ofiarowano mi wszelkie niewiasty świata na wybranie1750, żebyś nawet, panie rotmistrzu, częstował mnie panną starościanką, ja bym powiedział: rekuzuję1751 wszystkie, jeno proszę o śliczną rączkę przezacnej pani Flory Korwiczkowej.

Pani Flora za całą odpowiedź uśmiechnęła się czarownie i swoją pierścienistą1752 rączkę podała panu rajcy, który ją ucałował płomieniście, a potem potoczył po zgromadzeniu tryumfującym wzrokiem.

Tryumf jego był istotnie wspaniały. Sam zrekuzował Hedwigę, a ta rekuza tak dobrze wszystkim wypadała na rękę, że obecni, zamiast okazania obrazy, rzucili się, owszem1753, ku niemu z głośnymi powinszowaniami.

Nikt się też nigdy nie dowiedział, czy pan Schultz istotnie już od kilku niedziel myślał o zaślubieniu pani Flory, czy dziś dopiero ukuł ten zamiar naprędce dla wydobycia się z ciężkiego położenia. Jedna może pani Flora wiedziała, co ma sądzić o tej sprawie, ale nikomu się ze swych myśli nie zwierzyła, bo przekonania mądrej wdowy, jak przystało bogini kwiatów, spoczywały zawsze sub rosa1754.

Teraz otoczona przez młodzieńców, zachwyconych jej powabnością, rozdawała wszystkim urocze uśmiechy, a pan Schultz tymczasem przyprowadzał pana Władysława przed Hedwigę i mówił:

— Patrz, Hedwich, oto twój brat, nie żaden kłamany1755, ale na ten raz pono prawdziwy. Uściskajcie się jak należy. Ale ty, jako widzę, zerkasz jeszcze gdzie indziej. No cóż? Nie dziwowasz się1756, że tamten żyw? Oho! Dobrześ ty o tym wiedziała! No, ale o tym niech już będzie keine gadanie. A teraz — dodał, znowu głos podnosząc uroczyście — pozwólcie, mościwi panowie, abym po raz ostatni użył moich praw ojcowskich i wyznaczył męża dla frajleiny. Nie wiem, czy waszmość, panie starościcu, przystaniesz na mój dekret, ale ja swoje powiem, a wy potem róbcie sobie, co chcecie.

Tu w oczach pana majstra przeleciała błyskawica gniewu, a na ustach przesunęło się rozgoryczenie. Ale szybko zapanował nad sobą i znów przybrawszy wyraz drwiący, mówił głosem niby wesołym, a naprawdę szyderczym:

— Owóż poznawszy przy sercu pani Flory, jaką szczęśliwość daje fortunny afekt, nie chcę ja już i cudzym afektom kontrować1757. Niechże tedy imci pan Korycki bierze sobie tę pannę, kiedy dla niej mało karku nie nadkręcił1758 i mało żywota nie postradał.

Tu spojrzał na Hedwigę, a gdy ta stała zmieszana, ze spuszczonymi oczami, w których łzy się kręciły, ujął jej ramię — zawołał: