— O, za pozwoleniem! — zaprzeczył z wielką powagą pan Kazimierz. — Abo to raz bywa rodzeństwo cale od siebie różne? A wszelako każde z nich podobne do kogoś z antecesorów412. Tak i panna Hedwiga... Czekajcie, wacpaństwo, do kogo to ona podobna? A! Już wiem. Jakem był mały, przychadzała do nas jedna moja ciotka. Nie była ci ona już taka młodziusia, ale włos miała żółtawy i oczy jako dwa modre kwiatuszki. Owóż panna Hedwiga kubek w kubek do niej podobniusieńka. O... im więcej patrzę, tym więcej to dopatrowam413.

I na rachunek owej żółtowłosej ciotki zaczął znowu i coraz to już śmielej przyglądać się pannie siostrze.

Ta z początku rada była uwadze braterskiej, przy tym i podchlebiał jej taki hołd milczący, bo dobrze czuła, że w tych oczach pała nieopisany zachwyt. Niedługo jednak rotowy414 ich ogień zaczął ją niepokoić i mieszać; po kilku chwilach myślała, że się skręci. Chcąc przerwać ten urok, co stawał się cierpieniem, sama wróciła do rozmowy. Uśmiechnęła się i rzekła:

— Kto by to myślał, że my już raz tak bliziusio kole siebie byli i może na się patrzali i bez tyle lat nic o tym nie wiedzieli!

— Kędyż to było? — pytał zdziwiony pan Kazimierz.

— Ano tam, na leopolskim rynku. Przypomnij sobie waszmość dobrze, czyś tam nie widział wonczas takiej małej bzdury415 w niebieskiej szatce i złotych forbotkach?

— Wstydno mi wyznać, aleć takowej panienki nie pamiętam, acz pamiętam wiele innych rzeczy.

— Na ten przykład co?

— Na ten przykład, kiedy nas wieźli, to pamiętam, jako mię jeden Tatarzyn chciał na wozie związać, a jam się mu nie dawał i takem się małymi rękami i nogami bronił, i takem się wściekał, że aż pomogło; bo właśnie tamtędy jechał sam ich wódz, on sławny Kantemir416, a obaczywszy, jako się dzieciak broni, zaczął się śmiać, że aż się za boki brał, i coś gadał do mego stróża, a ten zaraz dał mi pokój. Widno, że mu się ten animusz w dziecku podobał, chciał sobie może ze mnie zrobić tęgiego Tatarzyna. Aleć ja, leżąc na wozie, takem sobie medytował: „Kiedy się mnie sam wódz pogański przeląkł, to ja w nocy wstanę i tego Kantemira i wszystkich jego regimentarzy417 wyduszę, za co mię nasi zara hetmanem okrzykną”.

— A to piękna rzecz, kiedy chłopiec tak eroicznie418 roi — zauważyła z wysokim zajęciem419 Hedwiga.