Pan Kazimierz go zaczepił.

— Chodź tu sam101, drabik102!

— Na usługi pana łeficerza103!

— Do kogo to przynależy ta kamienica?

— Jeśli łaska waszej wielmożności, która?

— No ta, z figurami.

— A, ta? Oho! Zara widać, jako104 wasza dostojność wysiada zza morza, kiej105 się pyta o takową106 rzecz, co każdy dzieciak u nas wie. Toć to Bursztynowy Dom.

— Nie kpij, chłopie. Nie widzę tu ni szczypty bursztynu. Cegła i kamień jako u jenszych107.

— Proszę ja waszej wielmożności, kto by to z onego108 kadzidła miał domy ulepiać? I sam król Dawid, kiedy budował swoją świętą wieżę, to urobił ją z kości109, a nie z bursztynu, bo to rzecz za droga i za mało jej Pan Bóg dał na świecie, tyla110 jeno, co u nas rośnie wedle111 morza, więcej nie ma nigdzie ani krzty.

— Za cóż tedy112 ten dom tak zową?