— Kiedy to? — pytał głosem grubym jak tuba marina805 zagadniony gruby van der Helst.

— Oho! Jeszcze za króla Kazimierza. On pono wynalazł takie kraje, co potem z kretesem zaginęły i nikt już nie może ich odnaleźć. To był taki człowiek, jak ów Kolumbus. No, a Sierpinek806? Ten, co to mu król Zygmunt August powiedział pewnego dnia: „Stwórz mi acan flotę”. I stworzył z niczego, i wyrabiał ze swymi freibitterami takie bajkowe cuda, że aż Bałtyk skakał z radości.

— No, no, nie wszyscy skakali — przerwał chmurnie tuż stojący armator Stilling.

— A i to prawda — odparł Zabokrzycki. — Wy, panowie gdańszczaki, nie bardzoście się w nim kochali, nagrzeszyliście z tej okazji kryminalnie, naścinaliście głów niewinnych...807

— No, no... — wtrącił armator. — Co tu wspominać stare rzeczy? Król wonczas wybaczył, a waszmość nie wybaczasz?...

— Dajmy tedy pokój Sierpinkowi. Ale kto jeszcze? No, a Lanckoroński808, komendant pucki? Mało to on się nadokazywał takich dziwów, co godne, żeby je Cycero809 opisował? Albo i Cyppelmann810, co tu, pod samym Gdańskiem, zbił flotę szwedzką? Na to my już sami patrzali.

— A tak — potwierdził Stilling. — To była piękna wiktoria. Cyppelmann miał tylko dziewięć okrętów, a Szwedy miały jedynaście811, a wszelako ich stłukł na miazgę.

— I nawet — wtrącił pan Kazimierz — ich dowódca Hoenszyld był zabit812.

— Jeno — ciągnął dalej Stilling — ten Cyppelmann nie ze wszystkim wasz.

— Jak to: nie nasz?! — krzyknął Zabokrzycki. — Że nazwa Niemcem trąci, to nie racja, tu pełno takich, ale duszą, całą duszą był nasz. Jam ci go znał i miłowałem go jak rodzonego i nie dam sobie gadać, że nie nasz!