Brak powodzi. — Nowe ujście 1840 r. — Technika zwycięża. — Kąpiel gdańszczan.

Wisła pod Gdańskiem zastanawia brakiem obwałowania. Widz nie pojmuje braku tego przy samym ujściu wielkiej i kapryśnej rzeki, a sioła i zabudowania znajdujące się ponad samą wodą każą przypuszczać, że tu nie ma wcale wylewów.

Czemu się to dzieje, w krótkości opowiem:

W roku 1840 kapryśna nasza Wisełka, mając snadź szczerą ochotę stanowczego porzucenia Gdańska, skróciła sobie drogę, przerywając podczas wylewu pod wsią Neufahr4 piaszczyste pagórki. Szeroką przerwą, o milę przed miastem się znajdującą, przerzucać swe nurty do morza zaczęła, zadowolona z figla wypłatanego gdańszczanom. Gród ich zagrożony był upadkiem zupełnym.

Cóż jednak znaczą moc i siła biernej przyrody wobec sprytu i nauki ludzkiej?

Niemieccy inżynierowie nie ustąpili z pola, przeciwnie, śmiało stanęli do walki.

Nie mogąc zatrzymać rozhukanego żywiołu i zatamować nowego ujścia, pogodzili się z nim zupełnie i pozostawili w spokoju. Dla uratowania zaś miasta pogłębili znacznie dawne koryto i zmusili oporne wody do częściowego powrotu.

Dotąd rzecz zwykła — tak każdy by uczynił.

Wody jednak, tworząc nowe ujście, nie przypuszczały, że zamiast szkody, wielką oddają gdańszczanom usługę. Inżynierowie bowiem na dawnym łożysku zbudowali śluzę i zabezpieczyli dolny bieg Wisły od wylewów, zmuszając w czasie powodzi do przelewania nadmiaru wód przez nową przerwę do morza. Gra więc ona obecnie rolę upustu, a stare łożysko, odpowiednio pogłębione, stało się pewnym i wygodnym spławnym kanałem.

Dodatkowy sztuczny kanał ze śluzą, zbudowany pod wsią Einlage5, a łączący Wisłę z morzem powyżej przerwy z r. 1840, działa z nią podczas przyboru równolegle i daje zupełną gwarancję bezpieczeństwa nawet na wypadek zamulenia się nowego ujścia.