Kiedy więc archiwariusz Lindhorst, z kapeluszem i laską w ręku, chciał już właśnie skierować się ku drzwiom, registrator Heerbrand chwycił szybko studenta Anzelmusa za rękę i zastępując z nim razem drogę archiwariuszowi, powiedział:
— Najzacniejszy panie archiwariuszu, oto jest niezwykle biegły w kaligrafii i rysunku stundent Anzelmus, który pragnie przepisywać pańskie rzadkie rękopisy.
— Niezwykle mi przyjemnie — odparł szybko archiwariusz Lindhorst, wcisnął na głowę swój trójkątny, żołnierski kapelusz, i usunąwszy na bok registratora Heerbranda i studenta Anzelmusa, zbiegł z ogromnym hałasem ze schodów, tak że obaj stanęli w osłupieniu, wytrzeszczając oczy na drzwi, które im zatrzasnął przed nosem, aż zawiasy zazgrzytały.
— To jest doprawdy zupełnie zdumiewający starzec — rzekł registrator Heerbrand.
— Zdumiewający starzec... — wybełkotał student Anzelmus, czując, jak lodowaty strumień mrozi mu wszystkie żyły, tak że nieledwie skamieniał w nieruchomy posąg.
Ale wszyscy goście śmieli się, mówiąc:
— Pan archiwariusz był dzisiaj znowu w swoim dziwacznym humorze, jutro zaś pewno będzie łagodny, cichy i nie przemówi ani słowa, będzie wpatrywał się w kłęby dymu z fajki lub czytał dzienniki; nie trzeba na to zupełnie zwracać uwagi.
Tak, to prawda — myślał student Anzelmus — któż by na to zważał! Czyż archiwariusz nie powiedział, że mu jest niezwykle przyjemnie, że chcę mu przepisywać rękopisy? Bo i dlaczegóż registrator Heerbrand zastąpił mu drogę właśnie wtedy, kiedy on chciał iść do domu? Nie, nie, to jest w gruncie rzeczy kochany człowiek ten pan tajny archiwariusz Lindhorst i zdumiewająco liberalny, tylko ma dziwaczny sposób rozmawiania. W ogóle, co mi to szkodzi? Idę tam jutro punktualnie o dwunastej — i niech się temu sprzeciwi choćby sto sprzedawczyń jabłek w brązie odlanych!
Wigilia czwarta
Melancholia studenta Anzelmusa. — Szmaragdowe zwierciadło. — Jak archiwariusz Lindhorst odleciał jako olbrzymi sęp, a student Anzelmus nie napotkał nikogo.