— Ach! — westchnął student — ci nie oglądali nigdy słodkiej Serpentyny, oni nie wiedzą, co to jest wolność i życie w wierze i miłości! Dlatego też nie odczuwają ucisku więzienia, do którego ich wtrącił Salamander, nie pozwala im na to ich głupota, ich prostactwo; ale ja, nieszczęśliwy, zginę w hańbie i nędzy, jeżeli nie wyratuje mnie ta, którą tak bezgranicznie kocham.

A wtedy wionął i zaszeleścił przez pokój głos Serpentyny:

— Anzelmie! Wierz, kochaj, miej nadzieję!

I wszystkie te dźwięki promieniowały do wnętrza więzienia Anzelmusa, kryształ ustępował przed ich potęgą i rozkurczał się tak, że pierś uwięzionego mogła się wznosić i poruszać. Coraz bardziej zmniejszały się jego męki i widział teraz, że Serpentyna go jeszcze kocha, i że to ona tylko czyni mu pobyt w krysztale możliwym do zniesienia. Przestał już zważać na swoich lekkomyślnych towarzyszów niedoli, lecz skierował myśli i czucia jeno ku słodkiej Serpentynie.

Ale wtem z innej strony powstało jakieś głuche, wstrętne mruczenie. Wkrótce już mógł zauważyć dokładnie, że mruczenie to wychodziło z jakiegoś starego imbryka do kawy, który stał naprzeciwko niego na malej szafce. Kiedy tak patrzał nań pilnie, coraz wyraźniej rozwijały się przed nim odrażające rysy jakiejś starej, pomarszczonej twarzy i naraz stanęła przed półkami sprzedawczyni jabłek spod Czarnej Bramy. Wykrzywiła się, zaśmiała do niego i zawołała przeraźliwie:

— Aj, aj, synku! Co też to musisz znosić? W krysztale teraz twoje żale! Czyż nie przepowiedziałam ci i tego od dawna?

— Szydź teraz i drwij ze mnie, przeklęta czarownico — powiedział student Anzelmus. — Ty jesteś wszystkiemu winna, ale Salamander dostanie cię, nędzna główko buraka!

— Ho, ho! — odparła stara — tylko nie tak dumnie! Ty synkowi mojemu na twarz nastąpiłeś, ty mnie nos oparzyłeś, ale ja ciebie lubię, hultaju jeden, bo kiedyś byłeś przyzwoitym człowiekiem, i moja córuchna także ciebie lubi. Ale z tego kryształu to już nigdy nie wyjdziesz, jeżeli ja ci nie pomogę; dostać się do ciebie tak wysoko nie mogę; ale mój pan kum, szczur, który mieszka zaraz koło ciebie, na strychu, ten przegryzie półkę, na której stoisz, wtedy fikniesz na dół, a ja złapię cię w fartuch, żebyś sobie nosa nie rozbił, ale zachował twoją gładziuchną twarzyczkę, i w lot cię zaniosę do mamzel82 Weroniki, z którą się musisz ożenić, skoro zostaniesz radcą dworu.

— Odczep się ode mnie, ty pomiocie diabelski! — krzyknął student Anzelmus, pełen wściekłego gniewu. — Tylko twoje sztuki piekielne pobudziły mnie do zuchwalstwa, które muszę teraz odpokutować. Ale cierpliwie zniosę to wszystko; bo tu tylko mogę istnieć, gdzie słodka Serpentyna otacza mnie miłością i pokrzepieniem. Usłysz to, stara, i zwątpij! Nie ulęknę się twojej mocy, kocham po wieczne czasy tylko Serpentynę, nie zechcę nigdy zostać radcą dworu, nigdy już zobaczyć Weroniki, która mnie przez ciebie pociąga ku złemu! Jeżeli nie ma już do mnie należeć zielony wąż, to niechaj zginę w tęsknocie i bólu! Idź precz! Idź precz, ty podły śmieciu buraczany!

Tu stara wybuchła takim przeraźliwym śmiechem, że aż rozbrzmiał po pokoju, i zawołała: