— Serpentyno! Serpentyno!
Kiedy student Anzelmus, uszczęśliwiony pognębieniem podłej wiedźmy, spojrzał teraz na archiwariusza, była to znowu majestatyczna, wzniosła postać księcia-ducha, który patrzał nań z nieopisaną słodyczą i godnością.
— Anzelmie — rzekł książę-duch — nie ty byłeś przyczyną niewiary twojej, tylko wrogi żywioł, co usiłował przeniknąć w twoją duszę i złamać ją. Dałeś dowody wierności, bądź wolny i szczęśliwy.
Błyskawica zalśniła w duszy Anzelmusa, wspaniały trójdźwięk kryształowych dzwonów zabrzmiał mu silniej, potężniej niż kiedykolwiek, zadrżały w nim wszystkie włókna i nerwy — lecz coraz mocniej nabrzmiewał dźwięczący w pokoju akord, szkło, co więziło Anzelmusa, pękło, a on upadł w ramiona słodkiej, najmilszej Serpentyny.
Wigilia jedenasta
Niepokój konrektora Paulmanna z powodu obłędu, co wybuchł w jego rodzinie. — Jak registrator Heerbrand został radcą dworu i przyszedł podczas najtęższego mrozu w trzewikach i jedwabnych pończochach. — Wyznania Weroniki. — Zaręczyny przy dymiącej wazie z zupą.
— Ależ powiedzże mi pan, najszanowniejszy registratorze, jakże nam wczoraj mógł ten przeklęty poncz tak uderzyć do głowy i popchnąć ku tylu przeróżnym allotriis87?
Tak powiedział pan konrektor Paulmann, wchodząc następnego ranka do pokoju, co pełen był jeszcze potrzaskanych skorup i na którego środku pływała w ponczu nieszczęsna peruka, roztrzęsiona na poszczególne części składowe.
Skoro student Anzelmus wybiegł był za drzwi, pan konrektor i pan registrator Heerbrand zataczali się chwiejnie po całym pokoju, wrzeszcząc jak opętani i uderzając się nawzajem głowami, aż wreszcie Frania z wielkim trudem zaprowadziła nietrzeźwego tatę do łóżka, a registrator, zupełnie wyczerpany, osunął się na kanapę, którą Weronika opuściła uciekłszy do swojej sypialni.
Pan registrator Heerbrand miał głowę okręconą niebieską chustką od nosa, wyglądał bardzo blado i melancholijnie i jęczał: