— Weź pan teraz, najdroższy radco dworu, te kawałki zwierciadła, rzuć je pan dzisiaj o dwunastej w nocy z mostu na Elbie do rzeki, i to w tym miejscu, gdzie stoi krzyż — tam rzeka nie zamarznięta — ale pęk włosów zachowaj pan na wiernej piersi. Jeszcze raz się wyrzekam wszelkich spraw szatańskich i całym sercem winszuję Anzelmusowi jego szczęścia, bo on teraz połączył się z zielonym wężem, z Serpentyną, która jest daleko piękniejsza i bogatsza ode mnie. Chcę teraz, najdroższy radco dworu, pana kochać i poważać, jako prawowita pańska małżonka.

— Ach Boże! Ach Boże! — zawołał z bólem konrektor Paulmann — ona jest obłąkana, nigdy nie będzie mogła zostać radczynią dworu! Ona jest obłąkana.

— Ani trochę — przerwał mu radca dworu Heerbrand — wiem bardzo dobrze, że mamzel Weronika miała pewną skłonność do tego niepoczytalnego Anzelmusa i dosyć możliwym jest, że zbyt wiele sobie z tego robiąc, zwróciła się do tej mądrej kobiety, która, jak sądzę, nie może być chyba kim innym, jak tą, która wróży z kart i z fusów kawy, tą spod Bramy Morskiej, krótko mówiąc, starą Rauerinową.

Niepodobna także zaprzeczyć, że może naprawdę istnieją sztuki tajemne, które raczej zbyt wyraźnie dają człowiekowi poznać swoje szkodliwe wpływy — czytaliśmy o tym w starych księgach; ale to, co mamzel Weronika mówiła o zwycięstwie Salamandra i połączeniu się Anzelmusa z zielonym wężem, jest zapewne tylko poetyczną alegorią a zarazem poematem, w którym wyśpiewała swoje ostateczne pożegnanie ze studentem.

— Niech pan to uważa, za co się panu podoba, drogi radco dworu, choćby za bardzo niedorzeczne marzenie.

— Żadną miarą tego nie uczynię — zaprzeczył radca dworu Heerbrand — bo ja wiem doskonale, że Anzelmusa również opętały moce tajemne, które pobudzają go i zmuszają do wszelkich możliwych wariackich wybryków.

Dłużej już konrektor Paulmann nie mógł wytrzymać i wybuchnął:

— Stójcie, na miły Bóg, stójcie! Czyśmy się znowu popili tym przeklętym ponczem, czy też może Anzelmusowy obłęd nas ogarnia? Panie radco dworu, co pan znowu za jakieś bajdy opowiada? Śmiem wierzyć, że to miłość panu takie figle w mózgu wyprawia; ale to wszystko w małżeństwie zaraz przejdzie, inaczej obawiałbym się, czy i pan także nie wpadniesz w jaki obłęd, najszanowniejszy panie radco dworu, i żywiłbym pewne obawy co do potomstwa, które mogłoby odziedziczyć malum94 rodziców. A teraz daję moje ojcowskie błogosławieństwo na ten związek radosny i pozwalam, abyście się pocałowali, jako narzeczony z narzeczoną.

To nastąpiło natychmiast i zanim jeszcze ostygła rozlana już na talerze zupa, odbyły się formalne zaręczyny. W kilka tygodni potem pani radczyni dworu Heerbrand siedziała naprawdę, tak jak to już dawniej zobaczyła w marzeniu, na ganku pięknego domu na Neumarkt i z uśmiechem spoglądała w dół na elegantów, którzy przechodząc i lornetując ją, mówili:

— Jakaż to jednak boska kobieta, ta pani radczyni dworu Heerbrandowa!