Tak wołał Dziadek, licząc na to, że nowe oddziały wyjdą jeszcze z szafy.
Istotnie, ukazało się trochę piernikowych mężczyzn i kobiet z Torunia, ze złotymi twarzami, w hełmach i kapeluszach, walczyli oni jednak tak niezdarnie, że nie trafili ani jednego wroga, swojemu wodzowi zaś, Dziadkowi do Orzechów, o mało nie strącili czapki. Nieprzyjacielscy strzelcy odgryźli im nogi, wskutek czego przewrócili się i padając przygnietli sobą kilku rycerzy z armii Dziadka. Teraz Dziadek był już zupełnie otoczony wrogami.
Położenie jego było straszne. Chciał przeskoczyć przez listwę szafy, ale nogi miał za krótkie, a Eliza i Gertruda leżały zemdlone i nie mogły mu pomóc. Huzarzy i dragoni przebiegali żwawo koło niego i wskakiwali do szafy.
— Konia, ach, konia! Królestwo za konia! — zawołał Dziadek do Orzechów w ostatniej rozpaczy. W tej chwili przyskoczyli dwaj nieprzyjacielscy tyralierzy i schwycili go za drewniany płaszczyk, a Król Myszy, wydając triumfalne piski ze wszystkich siedmiu paszcz, pomknął ku niemu.
Klara nie mogła dłużej panować nad sobą.
— O, mój biedny Dziadku do Orzechów! — krzyknęła, łkając i nie namyślając się nad tym, co czyni, zdjęła z nogi lewy pantofelek i cisnęła nim w najgęstszy tłum myszy, wprost w Króla.
Ale w tej chwili wszystko nagle znikło, a Klara poczuła jeszcze silniejszy ból w lewej ręce i zemdlona upadła na ziemię.
Rozdział VI: Choroba
Kiedy Klara zbudziła się z ciężkiego, jakby śmiertelnego snu, leżała w swoim łóżeczku, a jasne, złote słońce zaglądało do pokoju przez zamarznięte szyby. Tuż przy niej siedział jakiś obcy pan, w którym poznała po chwili znajomego chirurga, i usłyszała, jak powiedział z cicha:
— Obudziła się nareszcie!