— Pysznie, wybornie! — zawołała baronowa.
— Jakiś piękny instrument — ciągnął stary dalej — ale to bieda, że trochę za słaby, bo jak organista śpiewał:
„We wszystkich czynach moich...’’ uderzył tak silnie, że...
— Ach, mój Boże! — zawołała baronowa i panna Adelajda, że...
— Że wszystko trzeba było z wielkim kosztem do miasta odstawić do reperacji...
— Ale już od reperacji sprowadzono? — zapytała niecierpliwie panna Adelajda.
— A jużci, wielmożna panienko, i pani radczyni będzie sobie uważała za zaszczyt...
W tej chwili przechodził baron. Zdziwił się widząc nas razem i szepnął baronowej z szyderskim uśmiechem:
— Czy Franciszek znów dobrych rad udziela?...
Baronowa zarumieniła się i spuściła oczy, a Franciszek, przestraszony, umilkł i stał jak żołnierz wyprostowany ze spuszczonymi na dół rękami. Nadciągnęły stare ciotki w swych jedwabnych sukniach i uprowadziły baronową ze sobą. Za nimi poszła i panna Adelajda. Zostałem, jak oczarowany. Nie posiadałem się z radości, że zbliżę się do niej, do mojej ubóstwianej, co zawładła całą moją istotą, złościłem się tylko na barona, który mi się wydał dzikim despotą. Bo czyż nie był taki? Czemuż stary, osiwiały sługa tak niewolniczo musiał się zachowywać?