— Nie jesteś tedy bratem loży?
— Co?
— Nie jesteś wolnomularzem.
— Jestem, jestem! — zawołałem. — Jestem, jestem!
— Ty? To niemożliwe! Ty — wolnomularzem?
— Tak, wolnomularzem — odpowiedziałem.
— Znak! — zawołał.
— Oto jest — odrzekłem, wyciągając kielnię z przegubów mego płaszcza.
— Żartujesz chyba! — zawołał, cofając się o kilka kroków. — Chodźmy jednak do Amontillada.
— Dobrze — rzekłem, ukrywając narzędzie pod płaszczem i podając mu znowu ramię. Wsparł się na nim ociężale.