Przez pół minuty trwała cisza śmiertelna, wsród której posłyszałbyś spadanie liścia lub pierza. Ciszę ową przerwał rodzaj głuchego, lecz rdzawego i długiego zgrzytu, który się zdawał wylęgać ze wszystkich naraz kątów pokoju.
— Dlaczego — dlaczego — dlaczego tak hałasujesz? — spytał król z rozszalałym gniewem zwracając się do karła.
Ten ostatni zdawał się poniekąd trzeźwieć i tępo, lecz ze spokojem patrząc twarz w twarz tyranowi, zawołał z prostotą:
— Ja? — Ja? — A skądże takie przypuszczenie?
— Zdaje mi się, iż dźwięk od zewnątrz dolata — zauważył jeden z dworzan — mam wrażenie, że to papuga w oknie ostrzy dziób o sztaby klatki.
— Masz słuszność — odpowiedział monarcha z oznaką wielkiej ulgi wywołanej owym domysłem — wszakże, na mój honor rycerski przysiągłbym, że ów nędznik tak pozgrzytywał zębami.
Na te słowa karzeł jął się zaśmiewać (król był zbyt ślepym miłośnikiem żartów, aby pomiatał czyimkolwiek śmiechem) — i wyszczerzył szeroki, potężny i groźny sznur zębów. Co więcej — oświadczył, iż gotów jest wysączyć dowolną ilość wina. Udobruchał się monarcha, zaś Hop-Frog bez najmniejszego przymusu pochłonąwszy jeszcze jedną szklenicę, zakrzątnął się natychmiast i z zapałem dokoła pomysłów maskaradowych.
— Nie mogę wytłumaczyć — zauważył bardzo przytomnie, jakby mu wino nigdy w głowie nie szumiało — jak się ów zbieg myśli odbywa, lecz bezpośrednio po tym, jak Wasza Królewska Mość zdzieliła pięścią karlicę i twarz jej winem oplwała — bezpośrednio po tym, jak Wasza Królewska Mość dokonała wspomnianego czynu, oraz w chwili, gdy papuga na dworze wytwarzała ów zgiełk osobliwy, przyszedł mi do głowy figiel przedziwny, który stanowi jedną ze zwyczajowych mego kraju zabaw, a z którego częstokroć korzystamy dla naszych maskarad, tu zaś będzie on bezwzględną nowością. Niestety — figiel ów wymaga towarzystwa z ośmiu złożonych osób, więc...
— Tam do licha, jest nas ośmiu! — zawołał król, podkreślając śmiechem swój wytworny wynalazek. — Ośmiu — bez reszty! Ja — i siedmiu moich ministrów. Nuże, cóż to za figiel?
— Nazywamy to — rzekł kulawiec — ósemką skutych orangutanów — i jest to zaprawdę gra czarująca, o ile trafi na przednich wykonawców.