— Tam coś idzie!
Przed nimi w pełnym pędzie długa, wąska motorówka przemknęła się między holownikiem a brzegiem Essexu.
Tylna kabinka była oświetlona, nagle jednak światła w niej pogasły.
— Idzie mi nieco za prędko — rzekł kapitan — ale dopędzę ją, skoro dostanie się na wzburzone wody.
Bell wytężył oczy w kierunku małego kadłuba. Mimo ciemności, para była widoczna, unosząc się spod tramu motorówki. Maszyny holownika pracowały obecnie z całą siłą i odległość między oboma statkami utrzymywała się bez zmiany.
— Być może, że to nie ta motorówka — rzekł Gold — lecz musimy zaryzykować. W każdym razie dziwny to okręt, co próbuje wymknąć się z Tamizy z zagaszonymi światłami.
W ciemności dał się słyszeć głos skipera.
— Ja to już robiłem w ostatnich czasach nie jeden raz.
— Uważam... — powiedział Comstock Bell.
Nagle ponad wody ze ściganego okrętu uniósł się przeraźliwy krzyk, po czym nastąpił drugi.