— Proszę spocząć, panie Gold — rzekł. — Sprowadziłem pana, aby pana poprosić o pomoc w sprawie Comstocka Bella. Gazety narobiły wielkiej wrzawy w tej sprawie, a wiadomo panu, że podniosłyby alarm, gdyby wiedziały tyle, ile my wiemy o Comstocku Bellu.
Gold wyglądał oknem w stronę nadbrzeża Tamizy.
— Ściśle rzecz biorąc — powiedział z oznaką pewnego zirytowania — nie pojmuję, co skłania gazety do mieszania się w tę sprawę, która nie daje im, moim zdaniem, żadnego powodu do zainteresowania.
Komisarz skrzywił się w uśmiechu.
— Czy żadna okoliczność nie wydaje się panu dziwna? — zapytał.
— Są nieco dziwne, ale co pan przez to rozumie?
— Uważam, że sprawa ta jest w związku z pewnymi innymi zagadnieniami, które pana właśnie mocno interesują.
— Pan ma na myśli fałszerstwa? — Gold udał zdziwienie. — Nie, dlaczego?
— Z reguły — rzekł komisarz w zamyśleniu — nie przywiązuję wagi do listów anonimowych; jednakże w ostatnich dniach otrzymałem tak wyczerpujące listy rzucające światło na sprawę, przy czym zawierające tyle prawdziwych szczegółów, że nie mogę sobie pozwolić na ich zupełne zignorowanie. Przy tym znajduję w nich pewne wzmianki, które zmuszają do poważnego wzięcia ich w rachubę.
— Mianowicie? — spytał Gold.