Otworzył go. Pochodził od wydawcy „Post Telegramu”.
„Zechce nas Pan odwiedzić?” — brzmiał list. — „Nastąpił pewien zwrot w tajemniczej sprawie Comstocka Bella, a ponieważ Pan był w możności udzielić nam tyle cennych wiadomości, będzie Pan mógł wyświetlić nowy zwrot w sprawie. Mamy powód do przypuszczania, że pani Comstock Bell nie żyje”.
Helder położył list i wyglądnął59 przez okno. Myślał niegdyś, że potrafi wyjaśnić tę tajemnicę. Teraz wydawało mu się, że sprawa pogłębiła się o wiele bardziej, aniżeli przypuszczał.
Rozdział VIII. W więzieniu
Taksówka zawiozła go do redakcji dziennika. Wydawca nie był jeszcze w biurze, lecz w oczekiwaniu przybycia Heldera młody reporter Jackson przywitał go z żywą radością.
Skłonił się Helderowi i z przyjaznym uśmiechem zaprowadził go do pokoju dla stron.
— Co się stało? — zapytał Helder, usiadłszy na miękkim fotelu.
— Bodajby mnie zastrzelono, jeżeli wiem — wyznał tamten.
Chodził tam i z powrotem po pokoju z rękami w kieszeni, z widocznym, szczerym zakłopotaniem.
— Wie pan — rzekł — że po wyjeździe Comstocka Bella i ukazaniu się pani Comstock Bell w tak straszliwy sposób wszystkie środki, które były do dyspozycji dziennika, zostały użyte, aby odszukać państwo Comstocków Bellów. Mimo iż otrzymaliśmy pismo od Comstocka Bella adresowane do nas z Lucerny, wiedzą z całą pewnością, że Comstock Bell nie był w tym mieście. Dostaliśmy drugi list z Wiednia.