Zaczął przechadzać się po niewielkim pokoju, mówiąc urywanymi zdaniami.

— Od dwunastu miesięcy — powiedział — jestem na tropie bandy fałszerzy puszczających w obieg podrabianą walutę.

— O ile zdołałem sobie zdać sprawę — zauważył oschle Helder — miałem również zaszczyt otrzymania pewnych wzmianek z pańskiej strony, że nie jestem bez pewnej winy w tej sprawie fałszowania pieniędzy?

— Nie tylko wzmiankowałem — powiedział Gold z oziębłością w głosie — oskarżałem.

Spojrzał na gościa, który z uśmiechem i wygodnie siedział, a raczej leżał rozparty na bujaku.

— Wiem — ciągnął — że pan jesteś jednym z nich. Wiem też, że w pańskich ostatnich bohaterskich czynach w dziedzinie wyższej finanserii62 — uśmiechnął się drwiąco — posłużyłeś się pan pomocą Tomasza Maple’a.

Gold zbyt bliski był prawdy, by to nie sprawiło na Helderze nieprzyjemnego efektu. Niemniej jednak udał zupełną obojętność.

— Pan jest zabawny — rzekł.

— Maple — ciągnął Gold — sfałszował banknoty frankowe. Mam na to dowód. Przyniosłem je panu, Helderze, aby panu zwrócić uwagę, że albo pan wycofa się z tego interesu, i to prędko, albo będzie skandal anglo-amerykański, jakiego ta mała wioska jeszcze dotąd nie widziała od początku swego istnienia.

Helder parsknął śmiechem.