Oswald podszedł do okna i spoglądał na tramwaje, dorożki, ludzi uciekających przed deszczem. Po chwili H. O. stanął też przy oknie i Oswald dał bratu na znak zgody swoją maszynkę do temperowania ołówków.
Nagle ujrzeli jakąś wielką karetę zbliżającą się do ich domu. Była obładowana paczkami i Oswald rzekł:
— Czarodziejska kareta zatrzymuje się przed naszym domem — powiedział to na żarty, ale kareta zatrzymała się rzeczywiście.
— Chodźcie — zawołałem — chodźcie tutaj!
Wszyscy podbiegli do okna. Tymczasem woźnica zeszedł z kozła, zaczął zdejmować paczki i wstawiać je do sieni.
— Trzeba by zejść na dół i powiedzieć dorożkarzowi, że się omylił — powiedziała Dora.
Z karety wyszedł ktoś bardzo powoli i ostrożnie, „jak ślimak ze skorupy”, porównał Dick i Noel zawołał:
— Ależ to wuj! To biedny Indianin.
Eliza otworzyła drzwi, a my wychyliliśmy się przez poręcz.
Ojciec, usłyszawszy hałas wnoszonych paczek, wszedł do przedpokoju.