Samodzielne poszukiwania Oswalda nie doprowadziły do żadnego celu, rzekł więc do rodzeństwa:
— Tracimy czas! Zróbmy coś!
Było to podczas obiadu. Rex chodził dokoła stołu i zjadał resztki z podłogi, a było ich mnóstwo, bo mieliśmy na obiad baraninę na zimno (której nikt nie lubi).
— Należałoby wykonać pomysł Oswalda — powiedziała Ala — on brał udział w poszukiwaniach skarbu, dlaczegóż nie mielibyśmy uratować lorda Tottenhama.
Lord Totenham jest tym dziwakiem, który codziennie odbywa spacery za miasto, a o trzeciej po południu wchodzi na wzgórze, zdejmuje brudny kołnierzyk, rzuca go w krzaki, wyjmuje z kieszeni świeży i zakłada go.
— Lord Totenham — zastanowił się Dick — to niezła myśl. Ale gdzież jest śmiertelne niebezpieczeństwo? — I rzeczywiście nic nie groziło staremu lordowi.
— A może — rzekł Oswald — połowa nas zostanie zbójami i napadnie na lorda, a druga połowa obroni go.
Nikt się na to nie zgodził, bo prócz H. O. nikt nie chciał zostać zbójem.
— Gdyby tak Rex! — powiedziała Ala.
Zrozumieliśmy wszyscy ten oryginalny pomysł.