— Złoto! widzę złoto. Zaśpiewajcie pieśń chóralną!
I zaśpiewaliśmy Bohaterów, a Ali wypadł parasol z ręki.
— Przemówiła laska magiczna! Kopcie tu i nie traćcie otuchy.
— Jak kopać w podłodze? — zaczęliśmy więc skrobać podłogę rękami i scyzorykami.
— Nie odrywajcie posadzki! — krzyknęła Ala. — Rura od gazu przechodzi tamtędy. Czy nie umiecie kopać na niby? Już widzę skarby wspaniałe, złoto, diamenty, szafiry.
— Tak, tak, wspaniałe skarby — ziewnął Dick. — Może innym razem je wykopiemy.
Lecz Ala klęczała na podłodze i bawiła się dalej.
— Niech oczy upoję wspaniałością, która mnie oślepia — mówiła rozentuzjazmowana — od lat tysięcy... Oswald, nie pchaj mnie... leży tu bogactwo królewskie, słuchajcie, słuchajcie i patrzcie, tam błyszczy coś, naprawdę coś błyszczy!
Myśleliśmy, że żartuje, lecz Ala starała się naprawdę włożyć rękę do szpary.
Nachyliliśmy się wszyscy i doprawdy zauważyliśmy coś świecącego.