— Chciałbym zostać przemytnikiem — powiedział Oswald — możesz śmiało zasnąć, nie jesteś mi potrzebny. Zamiast ciebie pójdzie ze mną Ala.
— Mów, bracie! — zawołał Dick, zupełnie już ze snu wybity.
— Może byśmy zostali przemytnikami?
— Bawiliśmy się już w to dosyć często.
— Nie idzie o zabawę, ale o prawdziwe przemytnictwo. Kto wie, może w ten sposób uda nam się wzbogacić pannę Sandal.
— Rzeczy, które się przemyca, są bardzo kosztowne — rzekł Dick.
— Mamy przecież trochę pieniędzy, które nam wczoraj przysłał wujaszek. Możemy więc pojechać do Francji na żaglówce, tam kupimy baryłkę albo worek czegokolwiek i wrócimy.
— Tak, tak, i wpakują nas do więzienia. Wcale mi się ten pomysł nie podoba. A zresztą, któż nas przewiezie?
— Ten stary marynarz, ale jeżeli się boisz... — powiedział urażony Oswald.
— Niczego się nie obawiam, tylko nie chciałbym siedzieć w kozie. Słuchaj, Oswaldzie, gdybyśmy tak wszystko zrobili na żarty? Gdybyśmy wzięli beczułkę, ale pustą albo ze zwyczajną wodą? Wtedy mogą nas nawet przyłapać, a my zakpimy z tego strażnika, gdy w beczułce znajdzie czystą wodę.