— Ale mój zięć spełnił swój obowiązek.
— Wiem, rozumiem... Przepraszam pana i jego przepraszam — mówił Dick drżącym głosem. — Jest mi przykro, tak bardzo przykro! Postaram się naprawić mój błąd. Proszę mi wybaczyć! Jestem zmartwiony. Z duszy i serca żałuję. Bardzo żałuję.
— Już dobrze — odparł nieco udobruchanym tonem staruszek — ale na drugi raz nie róbcie bez zastanowienia rzeczy, które mogą tak zmartwić waszych bliźnich.
Rozstaliśmy się w najzupełniejszej zgodzie i staruszek podał nam rękę na pożegnanie.
Potem wróciliśmy do rodzeństwa, ażeby powiedzieć im, co zaszło. Była to ciężka chwila. Ale trudno powiedzieć, o ile cięższa była spowiedź przed tatusiem.
Noel po wysłuchaniu tej sprawy zadecydował (wyraził właściwie myśl, która nam wszystkim jednocześnie przyszła do głowy), że jedyną rzeczą, którą uczynić by należało — jest posłać portierowi oraz jego stroskanej rodzinie kosz, który by naprawdę zawierał wszystkie rzeczy wymienione w spisie.
Zaczęliśmy składać nasze oszczędności, ale okazało się, że nie mamy odpowiedniej sumy na zakupienie wszystkich prowiantów.
Trzeba więc było zwrócić się do ojca z prośbą o pożyczkę i opowiedzieć mu całą przygodę.
Swoją drogą ulżyło nam, gdyśmy mu wszystko opowiedzieli.
Niewiele mówił z nami o tej sprawie tatuś, ale dał nam pensję za trzy miesiące z góry. Dał nam także sześć butelek czerwonego wina! Mówił, że czerwone wino jest najposilniejsze.