— Zdaje mi się, że fruwanie sprawi nam wielką uciechę. Nie byłby pan łaskaw pokazać mi, jak wygląda pańska maszyna?
Lokator puścił Oswalda i podczas gdy zaczął pokazywać swoją maszynę, Dora szepnęła: „uciekajcie”. Wtedy wysunęliśmy się cichaczem; ostatnia wypadła Dora i drzwi zamknęła na klucz.
— Do młyna! — krzyknęła Dora i pobiegliśmy jak szaleni. Zabarykadowaliśmy drzwi, wbiegliśmy na drugie piętro i tam stanęliśmy przy oknie, ażeby ostrzec panią Bil, gdy będzie szła do Białego Domku.
Powiedzieliśmy Dorze, że była po prostu genialna, a Noel nazwał ją bohaterką.
— To nie było nic nadzwyczajnego — powiedziała Dora, zanim się rozpłakała — tylko przypomniałam sobie, że przeczytałam w jakiejś książce, że jeżeli się ma do czynienia z wariatem, to trzeba udawać wesołość i zgadzać się z nim. Wiedziałam od razu, że zwariował. Co za szczęście, że nie wyrzucił nas wszystkich przez okno. Co by zrobił biedny tatuś? O Boże, mój Boże! — i Dora rozbeczała się na dobre.
Byliśmy dumni z naszej siostry. Dokuczamy jej czasem, ale dzielna z niej dziewczyna.
Postanowiliśmy pierwszą osobę, która będzie przechodziła przez ulicę, zawołać i poprosić o pomoc. Ze spódniczki Ali zrobiliśmy sygnał.
Niebawem ujrzeliśmy dwóch panów w powozie. Daliśmy im znak spódniczką Ali. Zatrzymali konie, a jeden z nich podszedł do młyna.
Opowiedzieliśmy mu historię o lokatorze i jak pragnął, ażebyśmy skakali przez okno.
— W porządku — rzekł pan, który podszedł do młyna, a zwracając się do swojego towarzysza w powozie dodał: — Mamy go!