Mamy w kieszeniach zawsze, my poeci,

Epistoły do Chloryd268, które z łba się kleci,

Z tych będąc, którzy mają za przedmiot westchnienia

Sen tylko, tchnięty w bańkę jakiegoś imienia!

Weź, a w prawdę przemienisz te moje bajania!

Na los szczęścia rzuciłem skargi i wyznania;

Dzięki tobie to ptactwo wędrowne osiędzie.

Poznasz sam, że w tym liście, jak i zresztą wszędzie,

Przeważyła nie szczerość, lecz moja wymowa!

Weź go tedy, i skończmy!...