Uderzyć w bukińczyków i znieść ich do szczętu,

Zostałem uniesiony wśród tego zamętu

Rozsypki, którąm zdziałał, aż za linię wroga...

Mogli chwycić, rozstrzelać, jak nic! Wtem myśl błoga

Błysła mi. Rozwiązuję szarfę tę zdradziecką,

Po której wodza armii poznałoby dziecko,

Szarfa spada, do swoich powracam bezpiecznie,

Zbieram szwadron i wroga gromię ostatecznie!

Hę? Jakże? Dobry kawał? To były nie żarty!...

Cóż waszmość mówisz na to?