tym wąskim chodnikiem, obryzgana błotem.

To błoto jest ważniejsze od innych obrazów,

ściekające wolno po błękitnej nogawce,

tak wolno, że rejestruję zmiany, utykam

lekko, żeby nabrało dramatyzmu

to proste, bez fabuły, przedstawienie.

I pojawia się błazen i doktor, i kobieta

w foliowym płaszczu, obojętna jak drzewo.

Przechyla głowę, rozgląda się ptasio,

odchodzi zostawiając płaskie mokre ślady.