Patrzyłem jak asfalt paruje.

Jak się woda-ptak zrywa ku niebu.

Z miną obojętnego onanisty

położyłem się na placu, gdzie

przed chwilą kołowały najnowsze

wielkie samochody.

Słuchałem jak dudni.

Słuchałem jak dnieje.

Drzewo bez gałęzi widziałem

pod powieką.